Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiktor Janukowycz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiktor Janukowycz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 grudnia 2014

Za wolność naszą i waszą

Ponad rok temu wybuchła rewolucja na Ukrainie. Druga w ciągu dekady.
Pamiętam pierwszą - pomarańczową  - i nasz entuzjazm dla niej. Pochody. Zbiórki. Gesty poparcia.
Podobnie było rok temu.

My, jakoś podskórnie, historycznie, chyba jesteśmy stęsknieni do buntu.
Lubimy walczyć za wolność - waszą i naszą. Lubimy się wychylać.
Odnieść można wrażenie, że w jakimś sensie - postawy poparcia dla uciśnionych są nam po prostu niezbędne. Bo tu - w Polsce - kanon klasycznych buntów się wyczerpał. Komuna legła. Żadnych dyktatorów. Nawet zryw młodzieńczy już inny - internetowy. I ludzie inni - nieco rozmemłani, na co dzień - zdystansowani.

A Ukraina była i jest namacalna. 
I w pewnym sensie - budzi też romantyczno-wolnościowe tęsknoty. Te stepy. Te kresy. Ta polskość promieniejąca na ziemie, które przez wieki były nasze. Z perspektywy starszego brata - ma się chęć pomóc. Braciom Ukraińcom. No i, chciałoby się zaprosić Ukrainę do rodziny narodów Europy. Walczyć o prawa człowieka. O rozwój gospodarczy. I sprawiedliwość dziejową. Na przekór, niesprawiedliwości wschodniej.

To zupełnie przyzwoite podejście. Dobrze o nas świadczy, po prostu - dobrze świadczy o ludziach, gdy ci chcą pomóc potrzebującym. Nawet, jeśli w zbiorowym geście.

Z drugiej strony - tuż obok zwykłych ludzi jest polityka.
Polityka polska, europejska, światowa.

Rok temu pisałem o tym wiele. Porównywałem politykę Unii Europejskiej względem Ukrainy do mojej pierwszej wyprawy na Krym, na którą zabrałem Stepy akermańskie. Półwysep okazał się być tak zabetonowany, że trudno było znaleźć miejsce na romantyczne odczyty słów Mickiewicza, na co po cichu przed wyjazdem liczyłem.

Unia Europejska zdawała się także patrzeć na Ukrainę przez pryzmat tyleż, co optymistyczny, to i naiwny. Wiara w ukraińską demokrację, Arenę polityczną. Praworządność. Gospodarkę. Wreszcie - negocjacje stowarzyszeniowe z pominięciem czynnika rosyjskiego - już wtedy budziły wątpliwości.

Już wtedy wiedzieliśmy, że wszystko to było bardzo naiwne. Teraz wiemy, jak bardzo. 


Po ponad roku od Majdanu nie jesteśmy już pewni dalszego biegu wypadków. 
Wg mnie rozwiązania siłowe zastosowane przez Janukowycza były inspirowane ze wschodu - osłabiły jego pozycję, zdestabilizowały kraj, sprowokowały i zdeterminowały tłum.
W jakimś sensie - obie strony zostały oszukane. Janukowycz - brnął ku najgorszym rozwiązaniom. I upadł.


Rosja spustoszała wschód Ukrainy. Doprowadziła do klęski humanitarnej. Wodzi Zachód za nos. 

Robi,  co chce. Faktyczna wojna na Ukrainie, okupacja Krymu, bezczelność rosyjskiej polityki zagranicznej - boleśnie przypomniały o tym, że najbliższy Europejczykom świat nie zmienił się szczególnie - że Europa może być jeszcze zagrożona.
Jakże wyświechtane zdanie, że pokój raz dany nie jest jest dany na zawsze, zyskuje na aktualności.

Międzynarodowe sankcje gospodarcze  duszą rosyjski kapitał. 
Z drugiej strony historia pokazuje, że Rosja stawała w zwycięskie szranki nawet, gdy gospodarczo, cywilizacyjnie była słabsza od swoich przeciwników. 
Czy sankcje to jest nią sposób? A czy istnieje lepszy? A może to prowokacja, woda na młyn radykalnych działań? 
Ten niedźwiedź postawiony pod ścianą może chętniej zamachnąć się łapą, niż potulnie ustąpić.

Ludzie rok temu wyszli na ulicę na fali proeuropejskiego entuzjazmu. 
Z czasem wyszło, że są różni ludzie i rożne interesy.
Ciekawi mnie, co oni myślą teraz. 
Wydawało się, że śmiertelne ofiary Majdanu to ostatni polegli tej zawieruchy. 
A okazało się, że to dopiero początek. 

Po antyrządowej stronie barykady stali różni ludzie jak i także różne interesy. 
Na pewno decydujący był euroentuzjazm. On determinował. Dodawał nadziei i sił.Utwierdzał w przekonaniu, że Europa jest tuż. Że Europa pomoże, upomni się i w mig rozwiąże wszelkie problemy młodej demokracji.  
Ludzie - na fali wspomnionego też euroentuzjazmu, który był podgrzewany przez Europę, także brnęli. Ich nadzieje i wiara okazały się być płonne. 
Bo teraz pozostali sami. 

To bolesna lekcja.
I udzielana ponownie. Ta sama, którą Zachód wykładał podczas zimnej wojny.
Lekcja polityki realnej. Praktycznej. Umiesz liczy? Licz na siebie. 

Gdy jest się uciśnionym, to romantycznie wierzy się, że rewolucja zwycięży wszystko, że sojusznicy są tuż, tuż i tylko czekają na pierwszy krok, po którym wejdą i wspomogą wymiernie w walce oraz w budowaniu nowej, lepszej rzeczywistości.
Wiara ta przywiera na sile, gdy padają wielkie słowa oraz mniejsze gesty, nie czyny.
W praktyce - gdy przychodzi co do czego, to zainteresowani ponoszą ofiarę. Jeśli wygrają - mogą liczyć na umiarkowane wsparcie - pomoc - jakże odmienną, niż wcześniej - wyobrażaną. A jeśli przegrają - no cóż...

Tę lekcję odrobiliśmy i my. Nim przyszedł 1989 r., nieraz ponosiliśmy ofiarę walki. W tle Zachód głównie trzymał kciuki. Później - umiarkowane wsparcie, masa pracy - własnej - i ciągle inny, niż wyobrażano sobie, "sukces". 
Proces zdecydowanie bardziej ewolucyjny, niż rewolucyjny.

Ukraina uwierzyła.
Uwierzyła, że wydarzy się europejski cud, Europa sama podbudowywała tę wiarę, nawet, gdy wypadki nabierały tempa. Przyspieszyła - niepotrzebnie - tempo proeuropejskich zmian. Bo prędzej, czy raczej później - ewolucyjnie - i tak zaszłyby one.

Zachód ma swoje na sumieniu.
Choć nie ma żadnej wątpliwości, że to Rosja jest odpowiedzialna za obecny stan Ukrainy.
Jednak - moralnie - i zupełnie praktycznie - Zachód nie jest bez winy.

Przystąpił - jak wyżej napisałem - naiwnie do negocjacji, Nie liczył się z faktem, że decydując się na wciąganie Ukrainy w swoją strefę wpływów drażni wschodniego niedźwiedzia - że będzie musiał ją niezmiernie wspomagać, by energetycznie, politycznie, gospodarczo mogła funkcjonować. Zabrakło rzeczy podstawowej - realnej (bogatej) oferty rekompensującej straty wynikające z ochłodzenia relacji gospodarczych ukraińsko-rosyjskich. Zabrakło (i brakuje) wyobraźni. I odpowiedzialności - za los polityczny państwa  oraz jego obywateli - zwykłych ludzi.  Nie zabrakło gestów. A w czasie wojny - symbolicznej pomocy. No i - sankcji. 














Łukasz Orzechowski

poniedziałek, 10 marca 2014

Polska Pany

Między wschodem a zachodem leży Polska.
Mieszanka dwóch żywiołów. Dwóch racji. Nie nacji.

Przed germańskim najeźdźcą chroniła nas słowiańska zajadłość, solidarność i wspólnota,
a przed ruską nawałą germańska organizacja, zmysł i spryt.
Gdy sąsiedzi słabli, panowaliśmy my. Częściej jednak oni byli górą.


Zastanawia mnie, co teraz, gdy okazuje się, że na wschodzie bez zmian. Delikatnie przypomniała o tym olimpiada w Soczi. Dosadniej przekonywał Majdan. Kropkę nad i postawił zaś Krym.

Do niedawna obsesją prawej strony politycznej była Rosja. 
Szabla ostrzona pobrzękiwała, w słońcu lśniła, a Rosja się bała.

Kurs układania się ze wschodnim sąsiadem był potępiany.
Ceny gazu krytykowane.
Stanowisko wobec polityki wschodniej wyśmiewane.

Bo za mało stanowcze i zdecydowane. Za słabe. 
Wszak, z Moskalem inaczej się nie da, jak za pysk go brać i lać.

Teraz jednak, gdy sytuacja wymaga 

a – konkretów; 
b – działania; 
c – poświęcenia 

obsesja jakby mniejsza. I głosy cichsze. Ukraina - Ukrainą, jednak nie ma co drażnić lwa i na głowę ściągać sobie wschodniego „sąsiada”. Do tego gospodarka (eksport). I gaz (import). Krym stracony. Może reszta pozostanie. Ważne, aby Polska cała była zachowana.

Wydaje się, że szabelka przerdzewiała, a język ścierpł. 
Prawicowa retoryka wschodnia zawiodła. Padła.

Czy zatem inna wytrzymuje próbę? Paktowanie z Rosją to jak oswajanie niedźwiedzia. Czasem nie ma wyjścia, choć trzeba się przygotować na to, że niedźwiedź łapą pogrozi. Przekonywanie, że traktuje nas po partnersku, jest także naiwne. Ugłaskiwanie go – do czasu skuteczne. Grożenie – nieskuteczne.

W polityce jest czas i na siłę, i czas na pakty. 
Zawsze, niezależnie od okoliczności – względem silniejszych sąsiadów powinno przejawiać się jednomyślność i uprawiać wobec nich politykę realną. Bez emocji, wewnętrznych kłótni, personalnych złośliwości. W dotychczasowej polskiej retoryce wschodniej dominował dwugłos. Dwugłos, który kompromituje wszystkich - nie ma lepszych, ani gorszych. 

Jeśli to się nie zmieni, to pewnego dnia przy szabli zawołamy Polska Pany. Tylko zawołamy. 


Polska Pany







Łukasz Orzechowski







sobota, 22 lutego 2014

Divide et impera. Największe dyplomatyczne zwycięstwo Putina w XXI wieku?

Minister Sikorki rzucił, że w czasie negocjacji Janukowycz zbladł. Z pewnością nie po raz pierwszy.

Sytuacja na Ukrainie jest dynamiczna. Szalenie dynamiczna. W tym tygodniu była już eskalacja konfliktu, wojna domowa, dymisja prezydenta, odwołanie dymisji prezydenta, porozumienie, a teraz – realna groźba rozpadu. 

Teoretycznie nic nie zaskakuje. Wszystkie ww. czynniki były w jakimś stopniu do przewidzenia. Tylko UE zdawała się być niezorientowana, że kraj pod względem językowym, narodowościowym i politycznym jest bardzo zróżnicowany. Że jest „demokratyczny” na swój sposób też. A i że bratni wschodni sąsiad traktuje Ukrainę jako swoją strefę wpływów. Dziś Unia już wie.

Pod odrzuceniu przez Janukowycza umowy stowarzyszeniowej wszystko się zaczęło. Ale też z dużym prawdopodobieństwem, wszystko mogło się wtedy skończyć. Podpisania umowy rozwiązałoby sprawę. Niepodpisanie, ale i niewprowadzenie ustaw anty obywatelskich nie zaogniłoby konfliktu. Sytuacja nie wymknęłaby się spod kontroli tym, którzy stali za euroentuzjastami, bo szczerze wierzę, że na Ukrainie za każdą akcją stoi jakaś siła wpływów. Niemniej, mogła przyjść już cisza po burzy, jednak Janukowycz wybrał inaczej i sprowadził piekło. 

Z perspektywy uderza brak wyczucia politycznego i obywatelskiego prezydenta Ukrainy. Pewnego sprytu. Nie chodzi o to, że miał działać tak, by wyjść z twarzą, bo na tym mu nie zależy, ale tak, by konkretnie załatwić sprawę i mądrze wybrnąć. 

Mógł zorganizować referendum w sprawie umowy. Zyskałby na czasie, nie straciłby poparcia swoich, a przede wszystkim, mógłby wygrać. 
Mógł też windować warunki stowarzyszenia i odejść od stołu, gdy te nie znalazłyby zrozumienia w oczach UE. 
Mógł też wreszcie ogłosić i wyargumentować, że Rosja dała lepszą propozycję i już. Że jako ojciec narodu bierze to, co lepsze. Taka argumentacja znalazłaby wielkie grono odbiorców, którzy przytaknęliby ze zrozumieniem.


Uderza mnie, że impulsem do działania i decyzji Janukowicza jest myślenie iście sowieckie. Myślenie, które odnajduje inspirację oraz „motywację” w osobie Władimira Putina. Organizacja olimpiady w Soczi pokazała, że jest ono w Rosji ciągle na czasie. I na Ukrainie, jak widać, także.

Janukowycz nieraz mówił, że musi ulegać dużym wpływom – w podtekście rosyjskim. Ta zaś nie raz mówiła, że Ukraina jest w jej strefie wpływów. Do tej pory Putin oddziaływał gazem. Pośrednio i bezpośrednio – politycznie też.

Efekty takiej polityki były marne. Julia w więzieniu, jednak Unia tuż tuż. Janukowycz okazał się być za słaby, by budować sowiecką Ukrainę. Lub nawet – za mądry. 

Teraz była idealna okazja, by zdestabilizować kraj. Przekonanie Janukowicza, by odrzucił umowę, trudne pewnie nie było (miliardy dolarów, gaz...), a musiało wywołać protesty. Ale ich eskalacja mogłaby być mniejsza, gdyby nie przyjęte rozwiązania. A te, są przecież budowane wg schematów rosyjskich i przez Putina inspirowane. Wywołany kryzys zniszczył Janukowicza. 
Przede wszystkim jednak może doprowadzić do podziału kraju. Do przyłączenia wschodu i południa do Rosji. Lub, w przypadku takiego potoczenia się wypadków, w najlepszym wypadku do wyodrębniania drugiej, „niezależnej” Ukrainy. Ta pierwsza pozostałaby słaba gospodarczo, sfrustrowana, odwetowa...

Oczywiście, nie życzę tego Ukrainie. Oczywiście, nie można obstawiać, w obecnych realiach, że tak się wydarzy. Gdyby jednak Krym ogłosił separację, a Partia Regionów przejęła władzę na wschodzie, to wielce prawdopodobny jest taki scenariusz. Wówczas oglądalibyśmy największe dyplomatyczne zwycięstwo Putina w XXI wieku. 


Procentowy rozkład ludności rosyjskojęzycznej na Ukrainie
Źródło - http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Ruslangsup.PNG






Łukasz Orzechowski 

piątek, 21 lutego 2014

Solidarni z Majdanem. Solidarni z Szewczenko, Banderą, Putinem?

Na Ukrainie wrze. Władze obrały kierunek bez przyszłości. I bez myślenia.
Są ranni, zabici. To jest wojna. Miejmy nadzieję, że wojna, która szybko znajdzie koniec po najnowszych ustaleniach.
Giną ludzie. Moralnym obowiązkiem jest ich wspomóc. Opowiedzieć się po stronie opozycji. Opozycji, która budzi kontrowersje. Wiele jest głosów na jej temat. Wśród nich także i takie, które widzą w narodzie ukraińskim - całym, kontynuatorów ideologii nacjonalistów z UPA.

Wiktor Poliszczuk (badacz ukraińskiego nacjonalizmu, demaskator zbrodni UPA) mawiał, że nie ma zbrodniczych narodów, że są jedynie zbrodnicze ideologie i organizacje.

Nie można generalizować. Tak szeroko uogólniać. 

Jak każdy naród, Ukraińcy z krwi zbrodniarzami nie są, choć część z nich utożsamia się z tradycją i ideologią UPA. Nie brakuje także i takich, którzy w Swobodzie, partii nacjonalistycznej, widzą po prostu realną siłę polityczną zdolną przeciwstawić się Janukowiczowi oraz skłonną do integracji europejskiej. Taką retorykę przyjął Oleg Tiagnibok, co działa. W 2012 Swoboda weszła do parlamentu Ukrainy z dużym, bo 10% poparciem. Trudno oceniać, w którym kierunku ta partia podąży i kogo skonsoliduje. Z pewnością PR nie będzie radykalny. Tylko PR. 

Ślepe popieranie opozycji ukraińskiej przez Polskę jest nierozsądne, zaś rozeznanie nasze tam – naiwne. Wizyta pana Kaczyńskiego, który brylował w tle czarno-czerwonej flagi pod tym względem jest bardzo wymowna. 

Dramatem Ukrainy jest to, że trudno wskazać jednoznacznie siłę, którą popierać. Janukowycz przekroczył wszelkie granice i raczej stracił, niż zyskał. Opozycja proeuropejska, chociażby spod znaku Kliczki, w gruncie rzeczy jest słaba i marnie zorganizowana. Bez lidera, który miałby posłuch. Nie panuje nad Majdanem. W tej słabości mogą wiele zyskać lepiej zorganizowani banderowcy, ale oni rzucają cień na opozycję. Mogą zniechęcić do udzielenia pomocy tym ludziom, którzy nie w imię nacjonalistycznych idei, a wolnościowych, demokratycznych narażają swoje zdrowie i życie. Którym trzeba pomóc. 

Najbardziej z tej sytuacji cieszy się Rosja, która skutecznie podbija wszelkie wątpliwości i dzieli przy tym skórę na niedźwiedziu.

Wczoraj na terenach Uniwersytetu Łódzkiego odbył się wiec poparcia dla protestującej Ukrainy pod hasłem Solidarni z Majdanem. Trochę wzruszających słów. Mrożących relacji z Kijowa zwykłych ludzi.

Odnosząc się do pewnych personifikacji, można by powiedzieć, że Polska powinna prowadzić politykę zagraniczną względem Ukrainy pod hasłem solidarni z Tarasem Szewczenko. Jest to jednak szalenie trudne. Dlatego przypadkiem ociera się o solidarność z Banderą. W końcu, wskutek perturbacji, niechęci różnych, niezorientowania, a może i braku zdecydowania, niechcący może okazać się być solidarna z Putinem, wpychając w jego ramiona Ukrainę. Lub chociaż jej część. 




Solidarni z Majdanem









Łukasz Orzechowski 

piątek, 17 stycznia 2014

Myślenie na przyszłość? Przyszłość bez myślenia?

Demokracji na Ukrainie nie było. Z pewnością nie takiej, jakbyśmy tego oczekiwali.
Była taka „ukraińska”. Trochę udawana. Trochę schowana. Po cichu perspektywiczna. Na pewno i naiwna.
Naiwna, jak nasze rozumienie tego obszaru. Pisałem o tym tu.


W ostatni czwartek, 16 stycznia 2014 r., coś się skończyło. Lub zaczęło – zależy, z której strony patrzeć.

Parlament Ukrainy przyjął pakiet ustaw, które mają służyć do tłumienia opozycji. Parlamentarzyści z Partii Regionów wraz z komunistami aprobowali je bez wcześniejszego zaznajomienia się z nimi. Niespotykany przykład zaufania do władzy...

Cenzura Internetu, kary dla kierowców jeżdżących powoli w kolumnach (wyrażali w ten sposób poparcie dla Majdanu), podawanie danych osobowych przy zakupie kart telefonicznych, rejestrowanie pozarządowych organizacji otrzymujących środki finansowe spoza Ukrainy jako agenci zagraniczni – i wiele innych podobnych obostrzeń wprowadzonych w życie - skutecznie rozbije „ukraińską demokrację”.

Do tej poty myślałem, że skończy się na przeczekaniu. Że to już cisza po burzy. Dogorywanie z pokrzykiwaniem. Tym bardziej, że coś mi podpowiadało, że i za opozycją ktoś stoi – jakaś grupa interesu, której wypadki wymknęły się spod kontroli.

Władze ukraińskie wprowadzając nowe prawo odsłoniły karty. Z pewnością nie boją się opinii międzynarodowej. Groźby zarzucenie wszelkich szans na integrację z UE także. Nie boją się też swojego narodu. Ani podziału kraju. Choć ewidentnie boją się o władzę.


To histeryczna decyzja. I historyczna. Niby przejawia ukraińskie - państwowe myślenie na przyszłość. Choć ta przyszłość tak budowana wydaje się być jednak bez myślenia.






Myślenie na przyszłość? Przyszłość bez myślenia?

wtorek, 31 grudnia 2013

Cisza przed burzą? Burza po ciszy?

W swoim czasie na Ukrainie bywałem regularnie. Wyprawy w czasie studiów miały ten urok, że rzucając wszystko tak naprawdę nie rzucało się wiele. No bo cóż mógł ryzykować student, co pozastawiał za sobą? Z tego powodu dość spontanicznie można było jechać. I zawsze ciut później, niż się planowało wrócić. Taki komfort sprzyja. Sprzyja poznaniu.

Z Łodzi do Lwowa jedzie się długo, choć po poznaniu kilku patentów jest to chociaż podróż nie tylko interesująca, co przede wszystkim – nietypowa. Daje przedsmak. Przedsmak Wschodu.

Pierwszy raz na Ukrainie byłem chyba w 2008 roku. Z pięknego Lwowa pojechałem z przyjacielem na Krym. Zabraliśmy z sobą Stepy Akermańskie, by odczytać je w dogodnym miejscu.
Tam okazało się, że powinniśmy raczej zabrać podręcznik do nauczania treści z zakresu układania i zagęszczania mieszanki betonowej, ze szczególnym uwzględnieniem pielęgnacji starego betonu. Krym okazał się być nim pokryty w niewyobrażalnej ilości. Przypuszczam, że w dawnych czasach w związku sowieckim musiał istnieć medal wylewacza betonu.

W każdym razie byliśmy bardzo naiwni.

Z czasem przyszło i poznanie. A przede wszystkim – zrozumienie. Zrozumienie tego, że nasze pojęcia, postrzeganie, nie mają zastosowania u wschodnich sąsiadów. Te subtelności, zarówno dnia codziennego, jak i w języku wielkiej polityki sprawiają, że znaczenia takie, jak demokracja, szaleństwo, miłość, czy brawura, u tak bliskich sobie narodów, niepozornie się różnią.

Od końca listopada na Majdanie w Kijowie trwają protesty. Tuż po aresztowaniu Julii Tymoszenko miałem okazję być w Kijowie. Przed aresztem, gdzie ją przetrzymywano, naprzeciw siebie stały dwie manifestacje, jedna za, druga przeciw pięknej Julii. Na zmianę skandowały hasła, były piosenki, a i pokrzykiwania się zdarzały. Jak się okazało, uczestnicy obu zgromadzeń byli opłacani. Czy wszyscy, nie wiem. Wszystko przebiegało spokojnie. Jednak na wypadek, jakby coś poszło nie tak, przecznicę dalej sznur suk milicyjnych stał 
i nadzorował sytuację. 

Ukraińska demokracja.

Moje skojarzenia, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w TV Majdan ludzi, były oczywiste. Określone środowiska są w stanie zapłacić za określone postawy. Żywioł jednak się rozlał. Ktoś nad tym panuje? Czego oczekuje?

Przy uzależnieniu gospodarczym naszego wschodniego sąsiada od jeszcze większego ich sąsiada nie ma mowy o stowarzyszeniu Ukrainy z UE. Moskwa wspaniałomyślnie zakupiła ukraińskie obligacje. Obniżyła ceny gazu. Uzależniła tym samym Kijów od siebie. Między słowami ośmieszyła niekonkretną Unię. Na swój sposób upomniała i Janukowycza.

Można powiedzieć, że decydenci europejscy przystępując do rozmów z Kijowem wyposażyli się w zestawy Stepów Akermańskich. Negocjacje z pominięciem czynnika rosyjskiego były co najmniej naiwne. Podobne, jak postrzeganie samej Ukrainy i stosowanie do niej europejskich pojęć. To co najmniej dwa kraje - wschodnia i zachodnia Ukraina. Kraje, gdzie rządzą oligarchowie. Gdzie wciąż są żywe tendencje nacjonalistyczne, także wśród opozycji. I, jeśli się nad tym dobrze zastanowić, kraje, w których nie wiadomo, kogo popierać.

Czy obecnie mamy do czynienia z ciszą przed burzą? Nie bardzo. Już raczej z daleka pobrzmiewa burza kijowska. Unia się wycofała. Rosja ugłaskała sytuację. Janukowicz bierze na przeczekanie naród. Ten pod „Majdanem” zaczyna słabnąć. Wciąż protestuje. Organizuje się. Ale w imię czego? Cisza.

Sytuacją, w której ta cisza zwiastuje jednak burzę, to ta, w której Ukraina się dzieli, zaś ukraińskie idee wolnościowe wylewają się na Rosję. Kto na to pozwoli? Kto by skorzystał?


Pomnik Matki Ojczyzny, Ukraina, Kijów

Pomnik Matki Ojczyzny, Ukraina, Kijów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...