Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majdan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majdan. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 sierpnia 2014

Bratnia pomoc

Historia z perspektywy potrafi i bawić. 

Niefrasobliwość jednostek, czy naiwność decydentów nieraz wywoływały wśród patrzących w przeszłość uśmiech politowania. 
Czasem oglądając się za siebie nie sposób także nie uśmiać się i zupełnie szczerze – zabawne teksty propagandowe, czy różnego rodzaju absurdalne, komiczne sytuacje, mimo że kryły ponurą rzeczywistość, potrafiły i potrafią bawić.

Z perspektywy także, jeśli już nie bawią, to bulwersują, czy wzbudzają emocje zachowania tych osób, które mogły coś zrobić, a nie zrobiły nic. Tu budzi się irytacja. Czasem – niezrozumienie realiów polityki. Lub złość na krótkowzroczność ówczesnych.

Wreszcie – i zadziwia, i bulwersuje nieraz tupet agresorów, ich arogancja, cynizm oraz ignorancja wszelkich norm i postanowień. 

Oczywiście, nie tylko historia zna takie przypadki. Współczesność uprawia je wcale nie gorzej.
I może to jest zaskakujące najbardziej? A może jest to zupełnie naturalne, że nie uczymy się na historii. Jak wspominałem już kiedyś – w moim odczuciu ta druga opcja jest bardziej prawdziwa. Zmieniają się wyłącznie konteksty działań.

***

Jednak i tak się dziwiłem nieraz i dziwię obecnie.

Dziwiłem się wielkiej olimpiadzie Putina. Odsłaniała wszelkie kompleksy Rosji, o których pewnie ona sama chciałaby już zapomnieć - jej imperialne zaszłości, stary system doglądających "carskich" rządów, czy wreszcie, budzącą uśmiech (sic!) politowania – „gospodarność” oraz słynne na cały świat wpadki organizacyjne, czy budowlane.

Dziwiłem się Majdanowi. Sposobom rozwiązywania sytuacji kryzysowej, prowadzących do najgorszych konfrontacji. Arogancji (sic!) władzy ukraińskiej inspirowanej wiatrem ze wschodu.

Dziwiłem się wreszcie aneksji Krymu – temu, że tak łatwo na nogi wstaje imperium Putina łamiąc (sic!) zawarte postanowienia międzynarodowe. Bez specjalnego ceremoniału. W tle - jak zawsze - Europy mocno zaangażowanej. Europy, która nie zrobiła nic (sic!).

Dziwiłem się także widząc JE Włodzimierza Putina w Normandii na obchodach 70 rocznicy D-Day, który przechadzał się wśród współczesnych naiwnych (sic!) decydentów.

Dziwię się i teraz, gdy okazuje się, że strącony samolot pasażerski z blisko 300 osobami na pokładzie to za mało, by wywrzeć presję na państwo moralnie odpowiedzialne za tragedię.
Nie mogę zrozumieć, jaki tupet (sic!) pozwala przekonywać, że w samolocie przewożone były zwłoki.

Dziwię się wreszcie, gdy państwo atakujące inne państwo organizuje konwój humanitarny niosący pomoc mieszkańcom strony napadniętej.

***
Ku granicom Ukrainy zmierza teraz konwój. 

Humanitarny. Jadą białe Kamazy (ponoć świeżo przemalowane z zielonej barwy moro). Wiadomo - wiozą żywność, leki, koce, generatory prądu, ubrania, wodę itp. Co bardziej przezorni przewidują, że pomiędzy ryżem a kaszą upchnięte są kałachy, w apteczkach granaty, a w foszerkach lub na pakach, po kątach rozstawieni żołnierze. Po dwóch na auto.

Granica pomiędzy zwaśnionymi stronami jest dziurawa jak sito i nie jest tajemnicą, że broń, zaopatrzenie i żołnierze są przerzucani bez większego problemu już teraz. To, co pojawi się na granicy, rzeczywiście może wieźć dary. Ale to, co odbije wcześniej, może przewozić wszystko. I o tym nikt się nie dowie.

***

Historia uczy, że pomoc ze wschodu jest niczym niedźwiedzia przysługa, 

(jak na ironię, jedna z niewielu przyswojonych nauk przeszłości) 
co w tym kontekście podwójnie oddaje istotę sprawy, biorąc pod uwagę, iż na wschodzie niedźwiedź właśnie stoi i grozi.

Ukraina nie przyjąć pomocy nie może. Czy wyegzekwuje przeładowanie towarów na swoje pojazdy? Szczerze wątpię. Czy wszystkie rosyjskie ciężarówki dotrą na przejście graniczne? Na to też niekoniecznie można liczyć.
W każdym razie Rosja wspomoże umęczonych cywili, zawalczy o rząd wdzięcznych dusz. Rzuci przy okazji po cichu coś i separatystom. Uśmiechnie się cynicznie (sic!) do kamer zachodnich telewizji. Propagandowo wygra. Zwłaszcza u siebie.

Co najważniejsze, stanie się partnerem do rozmów na temat rozwiązania problemu, zaprowadzenia porządków (nowych), partnerem, który niekoniecznie będzie (jako potencjalny gwarant ładu i spokoju w regionie) chciał wyjść. 

I mimo mojej niewiary w dydaktyczną funkcję historii – i tak się dziwię. Dziwię się, że po raz wtóry numer z bratnią pomocą tak łatwo przejść może.











Łukasz Orzechowski 


poniedziałek, 10 marca 2014

Polska Pany

Między wschodem a zachodem leży Polska.
Mieszanka dwóch żywiołów. Dwóch racji. Nie nacji.

Przed germańskim najeźdźcą chroniła nas słowiańska zajadłość, solidarność i wspólnota,
a przed ruską nawałą germańska organizacja, zmysł i spryt.
Gdy sąsiedzi słabli, panowaliśmy my. Częściej jednak oni byli górą.


Zastanawia mnie, co teraz, gdy okazuje się, że na wschodzie bez zmian. Delikatnie przypomniała o tym olimpiada w Soczi. Dosadniej przekonywał Majdan. Kropkę nad i postawił zaś Krym.

Do niedawna obsesją prawej strony politycznej była Rosja. 
Szabla ostrzona pobrzękiwała, w słońcu lśniła, a Rosja się bała.

Kurs układania się ze wschodnim sąsiadem był potępiany.
Ceny gazu krytykowane.
Stanowisko wobec polityki wschodniej wyśmiewane.

Bo za mało stanowcze i zdecydowane. Za słabe. 
Wszak, z Moskalem inaczej się nie da, jak za pysk go brać i lać.

Teraz jednak, gdy sytuacja wymaga 

a – konkretów; 
b – działania; 
c – poświęcenia 

obsesja jakby mniejsza. I głosy cichsze. Ukraina - Ukrainą, jednak nie ma co drażnić lwa i na głowę ściągać sobie wschodniego „sąsiada”. Do tego gospodarka (eksport). I gaz (import). Krym stracony. Może reszta pozostanie. Ważne, aby Polska cała była zachowana.

Wydaje się, że szabelka przerdzewiała, a język ścierpł. 
Prawicowa retoryka wschodnia zawiodła. Padła.

Czy zatem inna wytrzymuje próbę? Paktowanie z Rosją to jak oswajanie niedźwiedzia. Czasem nie ma wyjścia, choć trzeba się przygotować na to, że niedźwiedź łapą pogrozi. Przekonywanie, że traktuje nas po partnersku, jest także naiwne. Ugłaskiwanie go – do czasu skuteczne. Grożenie – nieskuteczne.

W polityce jest czas i na siłę, i czas na pakty. 
Zawsze, niezależnie od okoliczności – względem silniejszych sąsiadów powinno przejawiać się jednomyślność i uprawiać wobec nich politykę realną. Bez emocji, wewnętrznych kłótni, personalnych złośliwości. W dotychczasowej polskiej retoryce wschodniej dominował dwugłos. Dwugłos, który kompromituje wszystkich - nie ma lepszych, ani gorszych. 

Jeśli to się nie zmieni, to pewnego dnia przy szabli zawołamy Polska Pany. Tylko zawołamy. 


Polska Pany







Łukasz Orzechowski







sobota, 22 lutego 2014

Divide et impera. Największe dyplomatyczne zwycięstwo Putina w XXI wieku?

Minister Sikorki rzucił, że w czasie negocjacji Janukowycz zbladł. Z pewnością nie po raz pierwszy.

Sytuacja na Ukrainie jest dynamiczna. Szalenie dynamiczna. W tym tygodniu była już eskalacja konfliktu, wojna domowa, dymisja prezydenta, odwołanie dymisji prezydenta, porozumienie, a teraz – realna groźba rozpadu. 

Teoretycznie nic nie zaskakuje. Wszystkie ww. czynniki były w jakimś stopniu do przewidzenia. Tylko UE zdawała się być niezorientowana, że kraj pod względem językowym, narodowościowym i politycznym jest bardzo zróżnicowany. Że jest „demokratyczny” na swój sposób też. A i że bratni wschodni sąsiad traktuje Ukrainę jako swoją strefę wpływów. Dziś Unia już wie.

Pod odrzuceniu przez Janukowycza umowy stowarzyszeniowej wszystko się zaczęło. Ale też z dużym prawdopodobieństwem, wszystko mogło się wtedy skończyć. Podpisania umowy rozwiązałoby sprawę. Niepodpisanie, ale i niewprowadzenie ustaw anty obywatelskich nie zaogniłoby konfliktu. Sytuacja nie wymknęłaby się spod kontroli tym, którzy stali za euroentuzjastami, bo szczerze wierzę, że na Ukrainie za każdą akcją stoi jakaś siła wpływów. Niemniej, mogła przyjść już cisza po burzy, jednak Janukowycz wybrał inaczej i sprowadził piekło. 

Z perspektywy uderza brak wyczucia politycznego i obywatelskiego prezydenta Ukrainy. Pewnego sprytu. Nie chodzi o to, że miał działać tak, by wyjść z twarzą, bo na tym mu nie zależy, ale tak, by konkretnie załatwić sprawę i mądrze wybrnąć. 

Mógł zorganizować referendum w sprawie umowy. Zyskałby na czasie, nie straciłby poparcia swoich, a przede wszystkim, mógłby wygrać. 
Mógł też windować warunki stowarzyszenia i odejść od stołu, gdy te nie znalazłyby zrozumienia w oczach UE. 
Mógł też wreszcie ogłosić i wyargumentować, że Rosja dała lepszą propozycję i już. Że jako ojciec narodu bierze to, co lepsze. Taka argumentacja znalazłaby wielkie grono odbiorców, którzy przytaknęliby ze zrozumieniem.


Uderza mnie, że impulsem do działania i decyzji Janukowicza jest myślenie iście sowieckie. Myślenie, które odnajduje inspirację oraz „motywację” w osobie Władimira Putina. Organizacja olimpiady w Soczi pokazała, że jest ono w Rosji ciągle na czasie. I na Ukrainie, jak widać, także.

Janukowycz nieraz mówił, że musi ulegać dużym wpływom – w podtekście rosyjskim. Ta zaś nie raz mówiła, że Ukraina jest w jej strefie wpływów. Do tej pory Putin oddziaływał gazem. Pośrednio i bezpośrednio – politycznie też.

Efekty takiej polityki były marne. Julia w więzieniu, jednak Unia tuż tuż. Janukowycz okazał się być za słaby, by budować sowiecką Ukrainę. Lub nawet – za mądry. 

Teraz była idealna okazja, by zdestabilizować kraj. Przekonanie Janukowicza, by odrzucił umowę, trudne pewnie nie było (miliardy dolarów, gaz...), a musiało wywołać protesty. Ale ich eskalacja mogłaby być mniejsza, gdyby nie przyjęte rozwiązania. A te, są przecież budowane wg schematów rosyjskich i przez Putina inspirowane. Wywołany kryzys zniszczył Janukowicza. 
Przede wszystkim jednak może doprowadzić do podziału kraju. Do przyłączenia wschodu i południa do Rosji. Lub, w przypadku takiego potoczenia się wypadków, w najlepszym wypadku do wyodrębniania drugiej, „niezależnej” Ukrainy. Ta pierwsza pozostałaby słaba gospodarczo, sfrustrowana, odwetowa...

Oczywiście, nie życzę tego Ukrainie. Oczywiście, nie można obstawiać, w obecnych realiach, że tak się wydarzy. Gdyby jednak Krym ogłosił separację, a Partia Regionów przejęła władzę na wschodzie, to wielce prawdopodobny jest taki scenariusz. Wówczas oglądalibyśmy największe dyplomatyczne zwycięstwo Putina w XXI wieku. 


Procentowy rozkład ludności rosyjskojęzycznej na Ukrainie
Źródło - http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Ruslangsup.PNG






Łukasz Orzechowski 

piątek, 21 lutego 2014

Solidarni z Majdanem. Solidarni z Szewczenko, Banderą, Putinem?

Na Ukrainie wrze. Władze obrały kierunek bez przyszłości. I bez myślenia.
Są ranni, zabici. To jest wojna. Miejmy nadzieję, że wojna, która szybko znajdzie koniec po najnowszych ustaleniach.
Giną ludzie. Moralnym obowiązkiem jest ich wspomóc. Opowiedzieć się po stronie opozycji. Opozycji, która budzi kontrowersje. Wiele jest głosów na jej temat. Wśród nich także i takie, które widzą w narodzie ukraińskim - całym, kontynuatorów ideologii nacjonalistów z UPA.

Wiktor Poliszczuk (badacz ukraińskiego nacjonalizmu, demaskator zbrodni UPA) mawiał, że nie ma zbrodniczych narodów, że są jedynie zbrodnicze ideologie i organizacje.

Nie można generalizować. Tak szeroko uogólniać. 

Jak każdy naród, Ukraińcy z krwi zbrodniarzami nie są, choć część z nich utożsamia się z tradycją i ideologią UPA. Nie brakuje także i takich, którzy w Swobodzie, partii nacjonalistycznej, widzą po prostu realną siłę polityczną zdolną przeciwstawić się Janukowiczowi oraz skłonną do integracji europejskiej. Taką retorykę przyjął Oleg Tiagnibok, co działa. W 2012 Swoboda weszła do parlamentu Ukrainy z dużym, bo 10% poparciem. Trudno oceniać, w którym kierunku ta partia podąży i kogo skonsoliduje. Z pewnością PR nie będzie radykalny. Tylko PR. 

Ślepe popieranie opozycji ukraińskiej przez Polskę jest nierozsądne, zaś rozeznanie nasze tam – naiwne. Wizyta pana Kaczyńskiego, który brylował w tle czarno-czerwonej flagi pod tym względem jest bardzo wymowna. 

Dramatem Ukrainy jest to, że trudno wskazać jednoznacznie siłę, którą popierać. Janukowycz przekroczył wszelkie granice i raczej stracił, niż zyskał. Opozycja proeuropejska, chociażby spod znaku Kliczki, w gruncie rzeczy jest słaba i marnie zorganizowana. Bez lidera, który miałby posłuch. Nie panuje nad Majdanem. W tej słabości mogą wiele zyskać lepiej zorganizowani banderowcy, ale oni rzucają cień na opozycję. Mogą zniechęcić do udzielenia pomocy tym ludziom, którzy nie w imię nacjonalistycznych idei, a wolnościowych, demokratycznych narażają swoje zdrowie i życie. Którym trzeba pomóc. 

Najbardziej z tej sytuacji cieszy się Rosja, która skutecznie podbija wszelkie wątpliwości i dzieli przy tym skórę na niedźwiedziu.

Wczoraj na terenach Uniwersytetu Łódzkiego odbył się wiec poparcia dla protestującej Ukrainy pod hasłem Solidarni z Majdanem. Trochę wzruszających słów. Mrożących relacji z Kijowa zwykłych ludzi.

Odnosząc się do pewnych personifikacji, można by powiedzieć, że Polska powinna prowadzić politykę zagraniczną względem Ukrainy pod hasłem solidarni z Tarasem Szewczenko. Jest to jednak szalenie trudne. Dlatego przypadkiem ociera się o solidarność z Banderą. W końcu, wskutek perturbacji, niechęci różnych, niezorientowania, a może i braku zdecydowania, niechcący może okazać się być solidarna z Putinem, wpychając w jego ramiona Ukrainę. Lub chociaż jej część. 




Solidarni z Majdanem









Łukasz Orzechowski 

piątek, 17 stycznia 2014

Myślenie na przyszłość? Przyszłość bez myślenia?

Demokracji na Ukrainie nie było. Z pewnością nie takiej, jakbyśmy tego oczekiwali.
Była taka „ukraińska”. Trochę udawana. Trochę schowana. Po cichu perspektywiczna. Na pewno i naiwna.
Naiwna, jak nasze rozumienie tego obszaru. Pisałem o tym tu.


W ostatni czwartek, 16 stycznia 2014 r., coś się skończyło. Lub zaczęło – zależy, z której strony patrzeć.

Parlament Ukrainy przyjął pakiet ustaw, które mają służyć do tłumienia opozycji. Parlamentarzyści z Partii Regionów wraz z komunistami aprobowali je bez wcześniejszego zaznajomienia się z nimi. Niespotykany przykład zaufania do władzy...

Cenzura Internetu, kary dla kierowców jeżdżących powoli w kolumnach (wyrażali w ten sposób poparcie dla Majdanu), podawanie danych osobowych przy zakupie kart telefonicznych, rejestrowanie pozarządowych organizacji otrzymujących środki finansowe spoza Ukrainy jako agenci zagraniczni – i wiele innych podobnych obostrzeń wprowadzonych w życie - skutecznie rozbije „ukraińską demokrację”.

Do tej poty myślałem, że skończy się na przeczekaniu. Że to już cisza po burzy. Dogorywanie z pokrzykiwaniem. Tym bardziej, że coś mi podpowiadało, że i za opozycją ktoś stoi – jakaś grupa interesu, której wypadki wymknęły się spod kontroli.

Władze ukraińskie wprowadzając nowe prawo odsłoniły karty. Z pewnością nie boją się opinii międzynarodowej. Groźby zarzucenie wszelkich szans na integrację z UE także. Nie boją się też swojego narodu. Ani podziału kraju. Choć ewidentnie boją się o władzę.


To histeryczna decyzja. I historyczna. Niby przejawia ukraińskie - państwowe myślenie na przyszłość. Choć ta przyszłość tak budowana wydaje się być jednak bez myślenia.






Myślenie na przyszłość? Przyszłość bez myślenia?

wtorek, 31 grudnia 2013

Cisza przed burzą? Burza po ciszy?

W swoim czasie na Ukrainie bywałem regularnie. Wyprawy w czasie studiów miały ten urok, że rzucając wszystko tak naprawdę nie rzucało się wiele. No bo cóż mógł ryzykować student, co pozastawiał za sobą? Z tego powodu dość spontanicznie można było jechać. I zawsze ciut później, niż się planowało wrócić. Taki komfort sprzyja. Sprzyja poznaniu.

Z Łodzi do Lwowa jedzie się długo, choć po poznaniu kilku patentów jest to chociaż podróż nie tylko interesująca, co przede wszystkim – nietypowa. Daje przedsmak. Przedsmak Wschodu.

Pierwszy raz na Ukrainie byłem chyba w 2008 roku. Z pięknego Lwowa pojechałem z przyjacielem na Krym. Zabraliśmy z sobą Stepy Akermańskie, by odczytać je w dogodnym miejscu.
Tam okazało się, że powinniśmy raczej zabrać podręcznik do nauczania treści z zakresu układania i zagęszczania mieszanki betonowej, ze szczególnym uwzględnieniem pielęgnacji starego betonu. Krym okazał się być nim pokryty w niewyobrażalnej ilości. Przypuszczam, że w dawnych czasach w związku sowieckim musiał istnieć medal wylewacza betonu.

W każdym razie byliśmy bardzo naiwni.

Z czasem przyszło i poznanie. A przede wszystkim – zrozumienie. Zrozumienie tego, że nasze pojęcia, postrzeganie, nie mają zastosowania u wschodnich sąsiadów. Te subtelności, zarówno dnia codziennego, jak i w języku wielkiej polityki sprawiają, że znaczenia takie, jak demokracja, szaleństwo, miłość, czy brawura, u tak bliskich sobie narodów, niepozornie się różnią.

Od końca listopada na Majdanie w Kijowie trwają protesty. Tuż po aresztowaniu Julii Tymoszenko miałem okazję być w Kijowie. Przed aresztem, gdzie ją przetrzymywano, naprzeciw siebie stały dwie manifestacje, jedna za, druga przeciw pięknej Julii. Na zmianę skandowały hasła, były piosenki, a i pokrzykiwania się zdarzały. Jak się okazało, uczestnicy obu zgromadzeń byli opłacani. Czy wszyscy, nie wiem. Wszystko przebiegało spokojnie. Jednak na wypadek, jakby coś poszło nie tak, przecznicę dalej sznur suk milicyjnych stał 
i nadzorował sytuację. 

Ukraińska demokracja.

Moje skojarzenia, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w TV Majdan ludzi, były oczywiste. Określone środowiska są w stanie zapłacić za określone postawy. Żywioł jednak się rozlał. Ktoś nad tym panuje? Czego oczekuje?

Przy uzależnieniu gospodarczym naszego wschodniego sąsiada od jeszcze większego ich sąsiada nie ma mowy o stowarzyszeniu Ukrainy z UE. Moskwa wspaniałomyślnie zakupiła ukraińskie obligacje. Obniżyła ceny gazu. Uzależniła tym samym Kijów od siebie. Między słowami ośmieszyła niekonkretną Unię. Na swój sposób upomniała i Janukowycza.

Można powiedzieć, że decydenci europejscy przystępując do rozmów z Kijowem wyposażyli się w zestawy Stepów Akermańskich. Negocjacje z pominięciem czynnika rosyjskiego były co najmniej naiwne. Podobne, jak postrzeganie samej Ukrainy i stosowanie do niej europejskich pojęć. To co najmniej dwa kraje - wschodnia i zachodnia Ukraina. Kraje, gdzie rządzą oligarchowie. Gdzie wciąż są żywe tendencje nacjonalistyczne, także wśród opozycji. I, jeśli się nad tym dobrze zastanowić, kraje, w których nie wiadomo, kogo popierać.

Czy obecnie mamy do czynienia z ciszą przed burzą? Nie bardzo. Już raczej z daleka pobrzmiewa burza kijowska. Unia się wycofała. Rosja ugłaskała sytuację. Janukowicz bierze na przeczekanie naród. Ten pod „Majdanem” zaczyna słabnąć. Wciąż protestuje. Organizuje się. Ale w imię czego? Cisza.

Sytuacją, w której ta cisza zwiastuje jednak burzę, to ta, w której Ukraina się dzieli, zaś ukraińskie idee wolnościowe wylewają się na Rosję. Kto na to pozwoli? Kto by skorzystał?


Pomnik Matki Ojczyzny, Ukraina, Kijów

Pomnik Matki Ojczyzny, Ukraina, Kijów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...