XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Soczi mają się w najlepsze. Wszystko idzie tak, jak iść
powinno. Są igrzyska. Jest zabawa.
Idea igrzysk, oparta na współzawodnictwie, szacunku i pokoju
zdaje się rozpływać w tle zmagań niesportowych. Akcji przed,
okoliczności różnych, zdarzeń po.
Olimpiada to olbrzymie przedsięwzięcie. Koszty ogromne. Ale to
także i nośna arena. Światu można wiele pokazać. Przed, w
trakcie i po niemało zarobić. W oczach innych zyskać. Ponoć
finansowo jednak – dużo stracić. Trudno o precyzyjny bilans
zysków i strat.
W 2008 r. w Pekinie odbyła się letnia olimpiada. O ideałach w
tle nie ma co mówić. Świat przekonywał, że organizacja zmagań
w kraju takim, jak Chiny, pozytywnie wpłynie na prawa człowieka.
Naiwna argumentacja. Koszt organizacji – około 40 mld dolarów.
Amerykańskich dolarów.
W 2014 r. mamy olimpiadę w Rosji.
Koszt imprezy szacowano na 12 mld dolarów. Jak wyżej –
amerykańskich. A wydano ich z 50 mld. A może i 60. Wpływ na to
miała i olbrzymia korupcja. Ale pewnie i niedoszacowanie kosztów
inwestycji.
Rosja w swoim stylu podjęła się logistycznie dużego
przedsięwzięcia. Co prawda nie zawracała Wołgi kijem, niemniej
jednak wszystko to, co było niezbędne na olimpiadę, stawiała od nowa. Mają rozmach.
A że po drodze łapówka niejedna poszła, to tez inna sprawa. I
niestety, rosyjska także.
Same doniesienia z placu boju też były niepokojące. W oddali
groźba zamachów terrorystycznych. Bliżej - brutalne wysiedlanie
ludzi spod terenów inwestycyjnych, w większości przypadków bez
zapewnienia nowego lokum. Niepłacenie za wykonaną pracę
nielegalnie zatrudnianym robotnikom. W tle Putin bezpośrednio
nadzorujący prace. Podejście do „obywatela” po prostu carskie.
Do tego masowe uśmiercanie psów bezdomnych. Zabawne w końcu
niedoróbki architektoniczne, czy malowanie trawników - najmniej są
istotne w całej układance.
Ostatecznie olimpiada ma się dobrze. Wychodzi, jak trzeba. Nic
się nie zawaliło. Kto miał dojechać, ten dojechał. Z pięciu
kółek cztery zadziałały. Niby wszystko ok. Niby.
Rosja chce pokazać się jako państwo, którym faktycznie nie
jest. W zamierzeniu Kremla olimpiada ma wiele zmienić. Pokazać kraj
jako mocarstwo. Nowoczesne. Przyjazne. Wszechstronne.
A co widzimy? W sumie udane igrzyska. Zmyślną infrastrukturę.
Kilka wpadek, choć tych bym nie przeceniał, to drobiazgi.
Niemniej w oczy rzuca się coś, co ukazuje, że Rosja pozostaje
takim krajem, jakim była. Coś, co m.in. doprowadziło do upadku
Związku Sowieckiego. Coś nienamacalnego, ale bardzo istotnego –
sposób myślenia, mentalność, gospodarność.
Obecna Rosja zdaje się niewiele różnić od Rosji sowieckiej. Na wschodzie bez zmian. Pan dogląda i rządzi. „Obywatelami” pomiata. Ci zaś oddani są sprawie mimo niesprawiedliwości, pod warunkiem, że ta sprawa ma
ukazać wielkość Rossiji . Do tego inwestycje tyleż monumentalne,
co ekonomicznie – bezsensowne.
Władimir Władimirowicz Putin nie
pokazał w pełni tego, co by chciał. Ukazał jednak wszystko to, co
pragnął ukryć, co jest słabością. Sam się pewnie nie
spodziewał, że w dzisiejszym świecie monumentalne wrażenie, to za
mało. Że bez wiarygodnego tła wizerunkowo niewiele osiągnie.
Ta olimpiada to soczewka, w której skupia się cała Rosja. Soczewka Putina.
Soczewka Putina
Łukasz Orzechowski

0 komentarze :
Prześlij komentarz