Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2014

Niezachowanie dostatecznych środków ostrożności przy organizowaniu imprezy masowej

Zawsze wzrusza mnie wysiłek wszelkich służb, które mają to szczęście w nieszczęściu znaleźć się w absurdalnej sytuacji i w tejże absurdalnej sytuacji interweniować.

Kiedyś widziałem dwa radiowozy straży miejskiej ustawione groźnie czołem do przystanku autobusowego. Okazało się, że dwie, jak na moje oko gimnazjalistki, paliły sobie tam beztrosko papieroska. A że tego nie wolno robić, to ktoś zawezwał SM, ta się pojawiła, myślę, że w takiej obstawie przez przypadek. W każdym razie 4 (czterech) dzielnych strażników czyniło swoje czynności operacyjne w asyście groźnych służbowych Fiatów dwóch.

Czytałem niedawno na łódzkiej wyborczej artykuł o chłopaku, który drapnął z kolektury lotto zdrapki. Pech chciał, że rzucił się w oczy oddziałowi prewencji policji. Sprawcę panowie szybko ujęli. Z pewnością prewencyjnie podziała to na innych zdrapkożerców. Pewnie dlatego, by tak się stało, wyborcza poświęciła temu wydarzeniu artykuł w wydaniu internetowym lokalnym. Pro publico bono.

Myślę, że w obu przypadkach funkcjonariusze czuli się jakoś dziwnie, środki użyte względem zdarzenia, nawet, jeśli niespecjalnie tak wyszło, to wywołują uśmiech na twarzy.

W swoim czasie miałem przyjemność brać udział w takim absurdzie.

Wybrałem się z paczką na wycieczkę rowerową, do łódzkich Łagiewnik. Taki park-las. Kiedy już wracaliśmy do domu, nieopacznie wywaliłem się jak długi.

Zjeżdżając w lesie po kocich łbach straciłem panowanie nad rowerem, co skończyło się efektownym przewrotem przez kierownicę z lądowaniem bez telemarku, na pysk i całą resztę do niego przylegających części ciała. Utrzymywałem, że nic mi nie jest. Spuchnięta dłoń, obita głowa, poharatanie nie wskazywały w moim odczuciu na większy uszczerbek na zdrowiu.

Ruszyliśmy do Łodzi, już samochodami. Rowery sprytnie spakowaliśmy. Tam jednak zawezwaliśmy karetkę, co by mnie zobaczyła i oceniła moją jasność umysłu.

I tu się zaczęło. Mimo skorzystania z nr 112 i precyzyjnego wyjaśnienia sprawy doczekaliśmy się radiowozu policji. Dopiero ci zorganizowali ambulans. W międzyczasie zdążyłem dmuchnąć w alkomat i złożyć zeznania na miejscu. W końcu przyjechała karetka, która mnie jednak zabrała.

Wydawać by się mogło, że to zasadniczo koniec. Że na izbie przyjęć nastąpi ostukanie, wyświetlenie i wysłuchanie, i cześć.

Nic bardziej mylnego. Jako, że panowie policjanci już się pojawili, to musieli dopełnić czynności służbowych. I to wszystkich czynności. Zupełne nieważny był fakt, że gdzieś w Łodzi może na poważnie są potrzebni. Na poważnie, to wzięli moją kraksę.

W czasie, jak mnie badano na izbie przyjęć, to panowie policjanci pojechali do Łagiewnik.

Tam kazali wyładować z bagażnika rower. Robili zdjęcia na miejscu zdarzenia. Mierzyli odległości. Dzwonili do bazy, by ustalić, jaki status miała droga leśna (tak, te kocie łby), po których się poruszałem. Szukali poszlak. 
Profesjonalny full serwis i profesjonalna obsługa wywrotki rowerowej w lesie. 
W międzyczasie dzwonili na izbę przyjęć. Lekarz zrobił wielkie oczy, zapytał tylko, po co żeśmy ich wzywali oraz wyjaśnił, że toczy się tam, w lesie, sąd nade mną.

Jakieś wnioski? Efekty? Ustalenia? 

A i owszem. Panowie chcieli dać mi mandat za niedostosowanie prędkości do warunków jazdy.

Czując absurd sytuacji zażartowali sobie, jak mniemam, że zostanę ukarany jeszcze za niezachowanie dostatecznych środków ostrożności przy organizowaniu imprezy masowej.  



Niezachowanie dostatecznych środków ostrożności przy organizowaniu imprezy masowej












Łukasz Orzechowski 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Zbrodnia obrazy sprawiedliwości

Relacja ze spotkania z prof. Witoldem Kuleszą promującego jego najnowszą publikację Crimen laesae iustitiae.


Pod koniec ubiegłego roku podczas III Salonu Ciekawej Książki organizowałem spotkanie  z prof. Witoldem Kuleszą, łódzkim karnistą, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Łódzkiego.
Poświęcone było najnowszej jego monografii -


Crimen laesae iustitiae. Odpowiedzialność karna sędziów i prokuratorów za zbrodnie sądowe według prawa norymberskiego,niemieckiego, austriackiego i polskiego.



Profesor podczas spotkania odniósł się m.in.  do czynów sędziów III Rzeszy jako przykładu zbrodni popełnionej przeciwko ludzkości czy do praktyk prokuratury Republiki Federalnej Niemiec na przykładach postanowień odmawiających ich ścigania. Nie zabrakło też odniesień do Polski stalinowskiej, czy stanu wojennego.

Byliśmy pod ogromnym wrażeniem wypowiedzi Profesora. Ważkość tematu, emocje, jakie wywołała, spowodowały, że postanowiliśmy zorganizować spotkanie drugi raz, w studiu Telewizji Internetowej Uniwersytetu Łódzkiego i nagrać, by jak najwięcej osób mogło usłyszeć słowa Profesora. Mój udział przy tym przedsięwzięciu był już symboliczny

Rejestracja odbyła się 13 grudnia 2013 r., w ramach spotkań/wywiadów prowadzonych przez studentów Uniwersytetu Łódzkiego.

Witold Kulesza mówił i o swojej książce, ale dzielił się także refleksjami związanymi z stanem wojennym. Podobnie jak wcześniej, padło wiele ważnych słów. 

Profesor opowiadał o mordercach w togach, haniebnych czynach prokuratorów i sędziów, którzy działali zbrodniczo  w imię obowiązującego w danym momencie dziejowym prawa. Tym samym popełniali zbrodnię obrazy sprawiedliwości (Crimen laesae iustitiae).

Witold Kulesza ukazywał przy tym cynizm władzy. Próbował wreszcie wskazać te sytuacje, gdzie prokurator, sędzia w imię sprawiedliwości, moralności powinien przeciwstawić się obowiązującym kodeksom.

Innymi słowy – zwracał uwagę na granice posłuszeństwa prawników prawu.

Mimo, że Profesor odnosił się głównie do przeszłości, to dotykał i problemów współczesności. Rozliczenie zbrodniarzy obrażających w przeszłości sprawiedliwość pozostawia wiele do życzenia do dziś. Ale to tylko jeden aspekt.

Współczesność wciąż może zaskoczyć podobnymi sytuacjami, które zostały opisane w monografii Profesora. Wiszą one w powietrzu. W szerszym kontekście tematyka jest przez to bardzo aktualna.

Z najświeższych spraw – wspominałem niedawno o ustawach przyjętych przez władze Ukrainy ograniczających swobody obywatelskie. Intencje, które za nimi stoją, z pewnością nie służą  sprawiedliwości. A mogą stać się narzędziem do jej obrazy. 



Relacja z rozmowy z prof. Witoldem Kuleszą








prof. Witold Kulesza








Łukasz Orzechowski 




piątek, 17 stycznia 2014

Myślenie na przyszłość? Przyszłość bez myślenia?

Demokracji na Ukrainie nie było. Z pewnością nie takiej, jakbyśmy tego oczekiwali.
Była taka „ukraińska”. Trochę udawana. Trochę schowana. Po cichu perspektywiczna. Na pewno i naiwna.
Naiwna, jak nasze rozumienie tego obszaru. Pisałem o tym tu.


W ostatni czwartek, 16 stycznia 2014 r., coś się skończyło. Lub zaczęło – zależy, z której strony patrzeć.

Parlament Ukrainy przyjął pakiet ustaw, które mają służyć do tłumienia opozycji. Parlamentarzyści z Partii Regionów wraz z komunistami aprobowali je bez wcześniejszego zaznajomienia się z nimi. Niespotykany przykład zaufania do władzy...

Cenzura Internetu, kary dla kierowców jeżdżących powoli w kolumnach (wyrażali w ten sposób poparcie dla Majdanu), podawanie danych osobowych przy zakupie kart telefonicznych, rejestrowanie pozarządowych organizacji otrzymujących środki finansowe spoza Ukrainy jako agenci zagraniczni – i wiele innych podobnych obostrzeń wprowadzonych w życie - skutecznie rozbije „ukraińską demokrację”.

Do tej poty myślałem, że skończy się na przeczekaniu. Że to już cisza po burzy. Dogorywanie z pokrzykiwaniem. Tym bardziej, że coś mi podpowiadało, że i za opozycją ktoś stoi – jakaś grupa interesu, której wypadki wymknęły się spod kontroli.

Władze ukraińskie wprowadzając nowe prawo odsłoniły karty. Z pewnością nie boją się opinii międzynarodowej. Groźby zarzucenie wszelkich szans na integrację z UE także. Nie boją się też swojego narodu. Ani podziału kraju. Choć ewidentnie boją się o władzę.


To histeryczna decyzja. I historyczna. Niby przejawia ukraińskie - państwowe myślenie na przyszłość. Choć ta przyszłość tak budowana wydaje się być jednak bez myślenia.






Myślenie na przyszłość? Przyszłość bez myślenia?

niedziela, 12 stycznia 2014

Wiara w państwo? Państwo niewiary?

Ustawa o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub działaniach ratowniczych na terytorium

Pojawiają się pierwsze medialne pogłoski na temat nowej ustawy dopuszczającej udział funkcjonariuszy innych państw w akcjach na terenie Polski. Ci od rozwiązań siłowych mieliby mieć te same uprawnienia, co nasza swojska policja. Środki przymusu bezpośredniego. Broń przy sobie. Tego typu sprawy.

Wydawać by się mogło, że ustawa, która ujednolicałaby zasady tego typu działalności, powinna tylko usprawnić wypracowane procedury. W sytuacjach klęsk żywiołowych, ratownictwa medycznego, czy pościgów transgranicznych sprawność i szybkość działania jest nieodzowna. Podobnie – gdy rzecz dotyczy powtarzalnych sytuacji, jak chociażby procedur przy zabezpieczaniu imprez masowych - dobrze jest się odwoływać do jednolitych standardów.

Temat nie jest nowy, dotychczas w oparciu o porozumienia biliteralne poszczególne obce służby wespół z polskimi odpowiednikami mogły działać na terenie naszego kraju na nasze życzenie. I tak wzajemna pomoc służb ratunkowych, mieszane patrole w obszarach przygranicznych, czy obstawianie dużych imprez masowych nikogo już dziwić nie powinny. Taka współpraca ma miejsce od lat, zaś funkcjonariusze obcych państw mają regulowane przez umowy niezbędne do pracy uprawnienia. 

Mimo długoletniej praktyki głosów krytycznych proponowanego rozwiązania jednak nie brakuje. Czy raczej histerycznych. Utrata suwerenności. Zamach na zgromadzenia. Perspektywa niejasnych uprowadzeń. Wizja Niemca czy Rosjanina przechadzającego się bezkarnie z pistoletem po ulicach terroryzującego ludzi.
Pytań merytorycznych o ustawę już mniej.

A nie jest ona doskonała. Na przykład w nagłych przypadkach wspólnych działań wystarczające będzie przesłanie (w języku angielskim) wyciągu z polskich przepisów odnoszących się do zasad i warunków użycia broni i stosowania środków przymusu bezpośredniego do jednostki zapraszanej. Podobnie – dość niejasne wydają się kryteria, wg których kto może zapraszać. Czy np. jeszcze Komendant Główny Policji, czy już właściwy minister do danych spraw. Wątpliwości znalazło by się i więcej.

Zamiast dyskusji i pytań dominuje duże przekonanie, że ustawa ma usankcjonować organizowanie pomocy z zewnątrz do pacyfikowania nastrojów społecznych i politycznych w Polsce. Świadczy to o głębokim kryzysie i słabości, braku zaufania - obywateli, państwa, szumnej demokracji.

Nikt na poważnie nie podejmie dyskusji z argumentami o pacyfikowaniu społeczeństwa. Dla mnie wydają się być też postawione na wyrost. Dość łatwo je zbyć, medialnie ośmieszyć. I zagłuszyć przy tym merytoryczne pytania, które powinny paść.

Dominuje paraliżująca, momentami paranoiczna niewiara w Państwo. 
Paraliżująca także zdrowy rozsądek.




Więcej o ustawie:

Tekst projektu


http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/5FA767215E79AE82C1257B0300317679/$File/1066.pdf

Uzasadnienie do ustawy


https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=5&ved=0CEEQFjAE&url=http%3A%2F%2Fbip.msw.gov.pl%2Fdownload%2F4%2F15377%2FUzasadnienie.pdf&ei=kMPRUuH-DYWp4ASZs4GIAQ&usg=AFQjCNGoNvyTAH_0-SGvxdkNXj9NsX9jRQ&bvm=bv.59026428,d.bGE&cad=rja

Komentarz 

http://wpolityce.pl/wydarzenia/71414-polaka-w-polsce-bedzie-mogl-obezwladnic-a-nawet-zastrzelic-funkcjonariusz-obcego-panstwa-wlasnie-zgodzil-sie-na-to-sejm-glosami-koalicji-i-wspolpracujacej-z-nia-czesci-opozycji








wtorek, 31 grudnia 2013

Cisza przed burzą? Burza po ciszy?

W swoim czasie na Ukrainie bywałem regularnie. Wyprawy w czasie studiów miały ten urok, że rzucając wszystko tak naprawdę nie rzucało się wiele. No bo cóż mógł ryzykować student, co pozastawiał za sobą? Z tego powodu dość spontanicznie można było jechać. I zawsze ciut później, niż się planowało wrócić. Taki komfort sprzyja. Sprzyja poznaniu.

Z Łodzi do Lwowa jedzie się długo, choć po poznaniu kilku patentów jest to chociaż podróż nie tylko interesująca, co przede wszystkim – nietypowa. Daje przedsmak. Przedsmak Wschodu.

Pierwszy raz na Ukrainie byłem chyba w 2008 roku. Z pięknego Lwowa pojechałem z przyjacielem na Krym. Zabraliśmy z sobą Stepy Akermańskie, by odczytać je w dogodnym miejscu.
Tam okazało się, że powinniśmy raczej zabrać podręcznik do nauczania treści z zakresu układania i zagęszczania mieszanki betonowej, ze szczególnym uwzględnieniem pielęgnacji starego betonu. Krym okazał się być nim pokryty w niewyobrażalnej ilości. Przypuszczam, że w dawnych czasach w związku sowieckim musiał istnieć medal wylewacza betonu.

W każdym razie byliśmy bardzo naiwni.

Z czasem przyszło i poznanie. A przede wszystkim – zrozumienie. Zrozumienie tego, że nasze pojęcia, postrzeganie, nie mają zastosowania u wschodnich sąsiadów. Te subtelności, zarówno dnia codziennego, jak i w języku wielkiej polityki sprawiają, że znaczenia takie, jak demokracja, szaleństwo, miłość, czy brawura, u tak bliskich sobie narodów, niepozornie się różnią.

Od końca listopada na Majdanie w Kijowie trwają protesty. Tuż po aresztowaniu Julii Tymoszenko miałem okazję być w Kijowie. Przed aresztem, gdzie ją przetrzymywano, naprzeciw siebie stały dwie manifestacje, jedna za, druga przeciw pięknej Julii. Na zmianę skandowały hasła, były piosenki, a i pokrzykiwania się zdarzały. Jak się okazało, uczestnicy obu zgromadzeń byli opłacani. Czy wszyscy, nie wiem. Wszystko przebiegało spokojnie. Jednak na wypadek, jakby coś poszło nie tak, przecznicę dalej sznur suk milicyjnych stał 
i nadzorował sytuację. 

Ukraińska demokracja.

Moje skojarzenia, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w TV Majdan ludzi, były oczywiste. Określone środowiska są w stanie zapłacić za określone postawy. Żywioł jednak się rozlał. Ktoś nad tym panuje? Czego oczekuje?

Przy uzależnieniu gospodarczym naszego wschodniego sąsiada od jeszcze większego ich sąsiada nie ma mowy o stowarzyszeniu Ukrainy z UE. Moskwa wspaniałomyślnie zakupiła ukraińskie obligacje. Obniżyła ceny gazu. Uzależniła tym samym Kijów od siebie. Między słowami ośmieszyła niekonkretną Unię. Na swój sposób upomniała i Janukowycza.

Można powiedzieć, że decydenci europejscy przystępując do rozmów z Kijowem wyposażyli się w zestawy Stepów Akermańskich. Negocjacje z pominięciem czynnika rosyjskiego były co najmniej naiwne. Podobne, jak postrzeganie samej Ukrainy i stosowanie do niej europejskich pojęć. To co najmniej dwa kraje - wschodnia i zachodnia Ukraina. Kraje, gdzie rządzą oligarchowie. Gdzie wciąż są żywe tendencje nacjonalistyczne, także wśród opozycji. I, jeśli się nad tym dobrze zastanowić, kraje, w których nie wiadomo, kogo popierać.

Czy obecnie mamy do czynienia z ciszą przed burzą? Nie bardzo. Już raczej z daleka pobrzmiewa burza kijowska. Unia się wycofała. Rosja ugłaskała sytuację. Janukowicz bierze na przeczekanie naród. Ten pod „Majdanem” zaczyna słabnąć. Wciąż protestuje. Organizuje się. Ale w imię czego? Cisza.

Sytuacją, w której ta cisza zwiastuje jednak burzę, to ta, w której Ukraina się dzieli, zaś ukraińskie idee wolnościowe wylewają się na Rosję. Kto na to pozwoli? Kto by skorzystał?


Pomnik Matki Ojczyzny, Ukraina, Kijów

Pomnik Matki Ojczyzny, Ukraina, Kijów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...