Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytelniczo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytelniczo. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 stycznia 2015

Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego – podsumowanie 2014 r.


Czas wrócić. 

Czas wrócić do pracy. Pisania. Działania.

Przełom 2014 i 2015 r. stał się nieprzyzwoicie długim weekendem. Świętowanie, pracowanie, świętowanie, kac. Przynajmniej, co dla poniektórych.

Mimo, że 2015 rozpoczął się leniwie, to już widzę, że wyjątkowo szybko nabierze tempa.

Nim jednak rozkręci się na dobre, to warto jeszcze rzucić okiem wstecz.
Zdanie to ma coś z herbacianej dalekowschodniej mądrości. To banał. Ale miły chociaż.


Styczeń 

Trudno nieraz uwierzyć, że od danego momentu mija np. 12 miesięcy, tym bardziej, gdy ma się nieodparte wrażenie, że dopiero co wykonywało się czynności związane z daną sprawą. 
Równo rok temu – 14 stycznia 2014 r. organizowałem spotkanie z Eveliną Kristanową, autorką publikacji

Książka na łamach katolickich czasopism społeczno-kulturalnych w Polsce 
w latach 1945-1953.

Spotkaliśmy się wówczas w Klubie Inteligencji Katolickiej w Łodzi.

Temat dyskusji był trudny. Czy może inaczej – problematyczny. Autorka w swojej pracy badawczej wybrała okres interesujący zarazem dramatyczny, w którym występowały zasadnicze antagonizmy ideowe, prowadzące niejednokrotnie do masowych prześladowań i rozlewu krwi. Zajęła się wydawnictwami, które władze komunistyczne traktowały jako przejściowe, tymczasowe, jako instytucje, które w przyszłości trzeba będzie zlikwidować lub należycie ubezwłasnowolnić.

To było jedno z tych niewielu spotkań, po których wyszedłem z smutną refleksją. Oczywiście, znałem realia epoki i konsekwencje z nich wynikające. Niemniej, każdorazowe pochylenie się nad tym tematem (w różnych aspektach i kontekstach) bardzo mocno uświadamia, że inteligencja (jako warstwa) ucierpiała bardzo. Że jako społeczeństwo, naród – w XX wieku okaleczono nas okrutnie. 

Straciliśmy wówczas coś z charakteru. Coś wartościowego.

O książce więcej tu:


***

Styczeń był intensywny.

Trzy dni po dyskusji w Klubie Inteligencji Katolickiej odbyło się kolejne spotkanie.

Tym razem w Bibliotece Publicznej w Aleksandrowie Łódzkim, która była głównym organizatorem promocji publikacji Krzysztofa Pawła Woźniaka

Niemieckie osadnictwo wiejskie między Prosną a Pilicą i Wisłą od lat 70. XVIII wieku do 1866 roku. Proces i jego interpretacje

Autor przybliżył historię osadnictwa niemieckiego na obszarach zlokalizowanych wokół Aleksandrowa Łódzkiego. 
Jako wybitny historyk łódzkich Niemców i znakomity erudyta – uczynił to w sposób niezwykle przystępny, przy tym i interesujący. Uzupełnieniem słowa był obraz – podczas prezentacji nie zabrakło zdjęć, map, ilustracji. No i oczywiście – licznych ciekawostek.

Więcej o książce tu:


Luty 

W lutym 2014 r. ponownie przyszedł czas na tematy trudne, niemniej, w zupełnie innym kontekście, niż miało to miejsce w KIK.
Spotkaliśmy się wówczas w Łódzkim Oddziale Polskiej Akademii Nauk w Łodzi, a rozmawialiśmy o książce

Tematy trudne. Sytuacje badawcze (Inga Kuźma - red.)

To publikacja o trudnościach, przed którymi stają badacze.
Mówi o przekraczaniu tabu w badaniu naukowym. Formułowaniu kłopotliwych pytań. Wkraczaniu w sferę napięć, konfliktów i zagrożeń. Zachowywaniu dystansu wobec przedmiotu badania. Składa się na nią dziewięć tekstów autorstwa przedstawicieli antropologii kulturowej, socjologii, pedagogiki, historii oraz psychologii klinicznej.

W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele reprezentujący różne pod dziedziny nauk społecznych. Podzielili się swoimi doświadczeniami, refleksjami – metodologicznymi, praktycznymi.

To była jedna z tych niezwykle interesujących dyskusji, dyskusji, która pokazywała, czym jest, jaką ma wartość i jak wiele intelektualnie wnosi tzw. dyskurs akademicki. 

Sentyment do spotkań seminaryjnych we mnie pozostał.

Więcej o książce tu:


Marzec

W marcu tradycyjnie już wspólnie z Biblioteką Uniwersytetu Łódzkiego organizujemy konferencję Kierunek e-książka.

W 2014 r. w murach Biblioteki UŁ rozmawialiśmy o estetyce e-książki, wzornictwie czytników, czy e-książkach dla dzieci. Wątków spotkania było więcej – wszystkie skupione w jakże wdzięcznym podtytule konferencji: Nauka i relaks.

Więcej o samej konferencji pisałem tu (przed) i tu (post factum)

P.S. – w tym roku tez się spotkamy. Szczegóły już wkrótce : )


Kwiecień

To był ciężki czas. Czas wspinania się po regałach, uprawiania gimnastyki akrobatycznej na wysokości 1,5 metra; czas przeganiania roztoczy; czas liczenia książek, protokołowania – to był czas inwentaryzacji.
I pomniejszych zdarzeń.


Maj

Po raz drugi miałem okazję organizować spotkanie z gościem z zagranicy. 
15 maja 2014 r. swoją obecnością zaszczycił nas Jonathan Locke Hart, Kanadyjczyk, poeta, teoretyk i historyk literatury. Jego utwory przetłumaczone zostały między innymi na języki: francuski, rosyjski, słoweński, estoński i grecki.

Na początku 2014 r. światło dzienne ujrzał pierwszy polski wybór jego poezji – 
pt. Oddech i pył/Praca snu.
Ukazał się on w Wydawnictwie Uniwersytetu Łódzkiego.
I to on stał się przyczynkiem do spotkania z kanadyjskim poetą.

Hart zauroczył zgromadzonych gości. Pięknie (dosłownie) i interesująco opowiadał o poezji, swojej twórczości, co oczywiste – o utworach, które zostały przetłumaczone na język polski. 
Spotkanie miało swój klimat, swoją energię i czas. Pozwoliło na moment zwolnić. 

Bezpośrednio po tym wydarzeniu pisałem tak.

A tomik poezji dostępny jest tu.

***

W połowie maja miesiąca ponownie spotkaliśmy się z Krzysztofem Pawłem Woźniakiem. Tym razem o osadnictwie niemieckim rozmawialiśmy w Łodzi – w Muzeum Miasta, w pięknej Sali Lustrzanej.
Wydarzenie odbyło się w ramach muzealnego cyklu Wokół ciekawej książki.
Czerwiec

Sezon letni zamknęliśmy spotkaniem „powyborczym”. 
5 czerwca 2014 r. w Muzeum Tradycji Niepodległościowych rozmawialiśmy z profesorem Pawłem Samusiem o jego najnowszej książce

„Wasza kartka wyborcza jest silniejsza niż karabin, niż armata…"
Z dziejów kultury politycznej na ziemiach polskich pod zaborami

Książka przedstawia polską mozaikę polityczną sprzed przeszło stu lat ukazując jak tamte postaci, wydarzenia i konteksty do dziś wpływają na nasze postawy i postrzeganie świata. Analizuje różne aspekty walki o narodową niepodległość, przejawy aktywności politycznej i społecznej, rozwój świadomości politycznej społeczeństwa polskiego, symptomy procesu demokratyzacji jego kultury politycznej, początki budowy społeczeństwa obywatelskiego. 

W kontekście obecnej kultury politycznej – bardzo ważna książka. Aktualna.

Więcej o niej tu:


Do spotkań promocyjnych wróciliśmy dopiero w listopadzie. Wcześniej – odbyły się po raz pierwszy w nowej hali Targi Książki w Krakowie. Wielka wyprzedaż książek i związane z nią – kiermasze w wielu miejscach.


Listopad


W listopadzie ponownie gościliśmy w Polskiej Akademii Nauk. Tym razem rozmawialiśmy o filozofii umysłu, w ramach promocji książki
autorstwa Tadeusza Skalskiego

Trzy problemy współczesnej filozofii umysłu
To praca nietuzinkowa, wykraczająca poza sztywne standardy uniwersyteckie. I taka też była dyskusja. Zaskakująca. Zwroty myśli. Wielowątkowe rozważania.

Więcej o książce tu.



Koniec listopada to salon. 

IV Salon Ciekawej Książki, o którym już pisałem nieraz.
Od II edycji współtworzymy to łódzkie święto książki. Dlatego sukces tegorocznych targów cieszy mnie bardzo i sprawia mi niezwykłą satysfakcję. Jestem pełen uznania dla organizatorów imprezy.

My – tradycyjnie – dla gości Salonu zorganizowaliśmy spotkania autorskie.
Rozmawialiśmy o współczesnej Chorwacji (z ekspertami z Centrum Naukowo-Badawczego Bałkany XX/XXI), adaptacjach filmowych prozy Bohumila Hrabala (z Maciejem Robertem, autorem publikacji Adaptacje filmowe prozy Bohumila Hrabala, czy o teatrze ruchu i tańca w perspektywie… neurokognitywistycznej (z Tomaszem Ciesielskim, autorem książki Taneczny umysł. Teatr ruchu i tańca w perspektywie neurokognitywistycznej).

Pisałem o tych wydarzeniach niedawno i obszerniej tu (przed imprezą) oraz tu (takie rozważania już post factum).

Tradycyjnie w 2014 r. braliśmy także udział w innych targach książki. Odwiedziliśmy Wrocław (Wrocławskie Targi Książki Naukowej), Warszawę (VIII Targi Książki Akademickiej i Naukowej ACADEMIA, organizowane podczas Warszawskich Targów Książki), Kraków (Tragi Książki, w tym roku po raz pierwszy, międzynarodowe) i ponownie Warszawę (Targi Historyczne).


***

Statystyki dla czytelnictwa niezmiennie są niepomyślne. Niezmiennie też, odwiedzających i zainteresowanych książkami czytelników na targach nie brakuje. Może statystykom nie do końca należy ufać? Bo – jeśli dać im się zwariować - to po cóż byłaby ta robota?

No właśnie. A tej w bieżącym roku nie zabraknie.
Mamy ambitne plany, w zanadrzu ciekawe tytuły, wokół których będzie się działo.
A w maju obchodzić będziemy siedemdziesięciolecie Uniwersytetu Łódzkiego.

Będzie to więc ciekawy rok. Intensywny. 















Łukasz Orzechowski


piątek, 12 grudnia 2014

Stawka większa niż życie

Stawka większa niż życie to jeden z tych seriali, który mógł/może budzić kontrowersje.

Bo z jednej strony propagandowy. Główny bohater – jako Polak – jest współpracownikiem sowieckiego wywiadu i z „ludowymi” trzyma sztamę. Z drugiej – heroicznie rozmontowuje niemiecką machinę, działając na granicy wykrywalności i szczęścia szpiegowskiego. 

Zawsze mu się udaje. Skuteczny. Nieśmiertelny. Wcale też nieświęty – lubi dobry alkohol, kobiety. Dym.

Skojarzenia z James Bondem nieprzypadkowe. I słusznie, bo inspiracją serialu o przygodach Hansa Klossa był Doktor No z 1962 roku.

Szacuje się, że stawkę obejrzało miliard ludzi.
A powstało raptem 18 odcinków. To wystarczyło, by serial na stałe mógł zapisać się w historii polskiej kinematografii i zaistnieć poza krajem – demoludy z zapartym tchem także śledziły przygody agenta J-23. 
To też na stałe skojarzyło Stanisława Mikulskiego z odgrywaną przez niego rolą. 

Pierwsze skojarzenia dla większości z nas są oczywiste i tak najpewniej Mikulski będzie wspominany. 


***
Czy wiecie, że część odcinków Stawki została nakręcona w Łodzi?

Ten klasyczny już serial powstawał m.in w naszej Wytwórni Filmów Fabularnych.

Jeśli jesteście ciekawi, 
gdzie Łódź użyczyła swoich przestrzeni na szpiegowską zawieruchę wojenną,

to polecam Waszej uwadze spotkanie z Maciejem Kronenbergiem,
współautorem książki

„Stawkowy przewodnik filmowy”


Na spotkaniu zdekonspirujemy 
ponad 40 miejsc w Łodzi, gdzie kręcone były sceny do 
„Stawki większej niż życie”

Odbędzie się slajdowisko.

Być może przedstawione slajdy staną się dla Was inspiracją również do pieszych wycieczek.

Akcja rozegra się w zaprzyjaźnionej
Księgarni PWN w Łodzi przy ul. Więckowskiego 13

18 grudnia 2014 roku
o godz.18.00


W imieniu organizatorów zapraszam. 
We własnym - polecam!

















Łukasz Orzechowski

niedziela, 7 grudnia 2014

Pamięć i niepamięć - rozważania salonowe

Tydzień temu zakończył się IV Salon Ciekawej Książki.
Wreszcie, po tygodniu jest czas na oddech.
Targi rozliczone. Wszystko policzone.

Edycja tegoroczna Salonu była udana. 

W porównaniu z poprzednią – widać efekty włożonej pracy, przemyśleń. Jeśli podobnie zadzieje się w ciągu najbliższych 12 miesięcy, jeśli nie zabraknie konsekwencji, to można być spokojnym o V – jubileuszową już – edycję.
I dobrze. Łódź zasługuje na dobrą imprezę czytelniczą. Łódź zasługuje na literaturę.

W tym roku Puls Literatury wystartował wraz z Targami. Obie imprezy zaplotły się w odpowiednich dla siebie proporcjach. I można powiedzieć, że Salon (od)zyskał puls. Wyraźnie wyczuwalny. Tętniący. Myślę, że dopiero nabierający tempa. Że może być z tego piękna i korzystna kooperacja literacka. Na lata.
Podczas Salonu nie zabrakło imprez, spotkań, warsztatów, konferencji, czyli wszystkiego tego, co odróżnia targi od kiermaszu. Mnogość i jakość wydarzeń jak najbardziej na plus. 

***

To, co mnie poruszyło, to jedno z wystąpień podczas organizowanej przez Wydawnictwo Literatura, Księży Młyn Dom Wydawniczy oraz Wydawnictwo Officyna konferencji Pamięć i niepamięć.


Jestem także historykiem. 
Dla historyków temat pamięci, niepamięci, wynikającej z tego tożsamości, świadomości – jest i abstrakcyjny, i intelektualnie pociągający.

Bo z jednej strony – historyk, jeśli tylko może, zasięga do pamięci. Gdy nie może – odbudowuje ją, składa, doszukuje się.

Nauczułem się tego najmocniej, najbardziej w czasie ostatnich lat studiów historycznych, kiedy pracowałem nad moim lwowskim magisterium. Gdy przymierzałem się do wyboru potencjalnego tematu pracy, chciałem uzyskać od mojego przyszłego promotora nieco informacji, dowiedzieć się, czego tak naprawdę temat ten miał dotyczyć. Profesor tylko mi wówczas odpowiedział, że chodzi o pamięć. O ocalenie pamięci o ludziach.


Patrząc z boku, można by zapytać – jaki jest sens rozważań nad pamięcią? 
Na co komu te rozważania są potrzebne? Kto z nich skorzysta?

Z pamięcią jest tak, jak z oddechem. 
Poza świadomością oddychamy. Podobnie — pamiętamy.

To, co było, co sami widzieliśmy, przeżyliśmy, doświadczyliśmy. Pamiętamy wreszcie to, czego nas nauczono, w czym nas wychowano. I rzadko kiedy zastanawiamy się nad tą pamięcią. Bo nieraz widzimy ukształtowany jej efekt – określone zachowania, poglądy, (samo)świadomość. Lub otoczenie. Lub język. Przejawów pamięci jest wiele. Zastanowienia nad nią – już mniej.

A pamięć tworzy postawy. Francuz Rosją się fascynuje, widzi w niej idee wolności, do których irracjonalnie tęskni. Niemiec podziwia w tej samej Rosji siłę imperium. Rozległość przestrzenną. Dla niego to partner. Wielki z wielkim.

My patrzymy na wschód nieufnie.

Jeden kraj. Trzy różne pamięci. Różne, bo w odmiennych warunkach kształtowane.

***

Podczas konferencji Pamięć i niepamięć wystąpiła m.in. pani Joanna Papuzińska, wieloletnia autorka książek dla dzieci. Mówiła o tym, jak pisać dla najmłodszych o historii. Nie sposób było uniknąć przy tym innego wątku – jak ci najmłodsi widzą historię? Co pamiętają, na co zwracają uwagę? Tu – dla zobrazowania przywołała postać małego Oskara Matzeratha z Blaszanego bębenka i jego postrzeganie międzywojennej rzeczywistości. Dziecko widziało co innego niż dorośli. Momentami więcej, niż powinno, więcej, niżby się wydawać mogło.

Kształtowanie pamięci to proces. 
Naturalny, powtarzalny. I narzędzie, bardzo ważkie.

Bo kto ma władzę nad przeszłością, ten decyduje o przyszłości. Są to słowa, które są i będą aktualne. Zawsze.

Dziecko jest pierwszym elementem w łańcuchu kształtowania pamięci. Dlatego temat poruszony przez Joannę Papuzińską, przy rozważaniach nad pamięcią i niepamięcią, był jak najbardziej na miejscu, zaś kolejne wątki, które z tego wyszły – inspirujące. Bo przecież – nie mniej ważne pytanie – zwłaszcza dla historyka – po tym, jak mówić o historii – to
 –  jak o nią pytać. 


A jak pytać o historię tych najmłodszych? Jak czytać ich źródła? O co pytać?

Wystąpienie Joanny Papuzińskiej trwało kwadrans. A dało mi wiele do myślenia. Kończąc studia magisterskie przymierzałem się do doktoratu. Wstępnie rozważałem temat związany z dziejami polskich domów dziecka na obszarze kresów południowo-wschodnich w czasie II wojny światowej. Potoczyło się inaczej. Wybrałem inaczej.

W piątkowe, salonowe popołudnie pomyślałem sobie – cholera – może jeszcze można powtórzyć ten wybór?

(Tak mniej więcej, w cenzuralnej formie można to ująć)














Łukasz Orzechowski

niedziela, 23 listopada 2014

IV Salon Ciekawej Książki

Dawno nie pisałem. Dawno weny nie było. Ani tym bardziej czasu.
Wstyd.

Niemalże rok temu założyłem tego bloga.  Zaciekawiony, jak to jest pisać. Inspiracją była też i konferencja o e-czytaniu - a dokładniej - blogerzy tam zapoznani. Długo rosła i przemieniła się w dzieło. Czy może zwyczajniej - w czyn.

Mój pierwszy wpis dotyczył Salonu Ciekawej Książki.
Z Salonem jestem poniekąd związany. W pewnym stopniu praca mnie wiąże. Ale obok tej pracy jest i sympatia, sentyment, ludzie, rodzaj zaangażowania w sprawę.

Ubiegłoroczna edycja Targów zbiegła się z podsumowaniem Roku Juliana Tuwima.  Nie brakowało imprez zamykających ten czas. Także i targowych, choć taką symboliczną i podsumowującą klauzurą było wręczenie Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima.  Nagrody i nowej, i starej. Nowej, bo wręczanej w 2013 r. po raz pierwszy; starej - bo nawiązującej do tradycji Nagrody Literackiej Miasta Łodzi - przedwojennej Łodzi.

Wyróżnienie to zostało wręczone na zamknięcie Festiwalu Puls Literatury, zaś pierwszym laureatem - laureatką stała się pani Magdalena Tulli. I jeśli coś w tym 2013 r. mogło budzić niedosyt, to fakt, że Salon Ciekawej Książki oraz Puls Literatury rozminęły się wówczas zupełnie. Na czym straciły obie imprezy, na czym na pewno trochę w tym tuwimowskim roku straciła i Łódź.

W tym roku jest inaczej:)
28 listopada wystartuje Salon Ciekawej Książki.
Wtedy też, w murach Centralnego Muzeum Włókiennictwa nastąpi oficjalnie otwarcie VIII edycji Festiwalu Puls Literatury.
Skorzystają na tym wszyscy. Czytelnicy, wydawnictwa, autorzy. 
Wreszcie i Łódź skorzysta.
Zanosi się na bardzo dobry czas dla miłośników literatury.

W ramach obu imprez nie zabraknie dobrych spotkań autorskich, paneli dyskusyjnych, warsztatów.

Wśród nich odbędą się także wydarzenia organizowane przez moje Wydawnictwo, 
którymi aż miło jest mi się pochwalić. Tym bardziej, że jest to już kontynuacja działań i starań, które, mam nadzieję, że w przyszłości też będą się z powodzeniem działy :)

A tymczasem prezentuję nasz salonowy rozkład jazdy. 

Keep calm and enjoy :)!


***



Od wojny do UE – współczesna Chorwacja

28 listopada 2014 (piątek)

godz. 17:00

sala B (czerwona)

Tradycyjnie podczas pierwszego dnia targów porozmawiamy o problematyce bałkańskiej z ekspertami z Centrum Naukowo-Badawczego Bałkany na przełomie XX/XXI w. 
Zapraszamy na panel dyskusyjny oraz promocję książki dr. Konrada Składowskiego
System rządów w Republice Chorwacji z serii wydawniczej „Bałkany XX/XXI w.

W tym roku podyskutujemy o Chorwacji, która przeszła długą drogę: z kraju rządzonego autorytarnie, ogarniętego wojną i izolowanego na arenie międzynarodowej stała się członkiem Unii Europejskiej i jedną z ważniejszych turystycznych destynacji.
Spotkanie będzie okazją do debaty nad dokonaniami i perspektywami na przyszłość tego bałkańskiego kraju.

Więcej na www.ksiegarnia.uni.lodz.pl
oraz na profilu wydarzenia w portalu Facebook.com




Adaptacje filmowe prozy Bohumila Hrabala

 spotkanie z Maciejem Robertem

29 listopada 2014 (sobota)

godz. 16:30

sala B (czerwona)

W tym roku przypada 100. rocznica urodzin Bohumila Hrabala.
Tym bardziej miło nam zaprosić Państwa na spotkanie z Maciejem Robertem, poetą, dziennikarzem, krytykiem literackim i filmowym, autorem publikacji
Skowronki i perełki.
Adaptacje filmowe prozy Bohumila Hrabala
Praca poświęcona jest ekranizacjom prozy jednego z najwybitniejszych pisarzy czeskich XX wieku. Autor analizuje dziewięć filmów. Poszczególne rozdziały wpisują filmoznawczą analizę w szeroki kontekst – antropologiczny, historyczny, filozoficzny i socjologiczny, co ma w zamierzeniu oddać wewnętrzne bogactwo omawianych utworów. W polskim piśmiennictwie naukowym jest publikacją pionierską – to pierwsza tak obszerna pozycja przynosząca analizy utworów Hrabala, a zwłaszcza ich ekranizacji.

Więcej na www.ksiegarnia.uni.lodz.pl
oraz na profilu wydarzenia w portalu Facebook.com




Taneczny umysł

 spotkanie z Tomaszem Ciesielskim

30 listopada  2014 (niedziela)

godz. 11:00

sala B (czerwona)
 
Ciało w ruchu językiem myśli?
Taniec widzialną formą filozoficznej refleksji estetycznej i etycznej?
Poznanie emocjonalne – szósty zmysł?

Taniec zwykle widziany jest jako, w najlepszym wypadku, oczyszczająca rozrywka, która pozwala oderwać się od codziennego natłoku myśli i dać fizyczno-estetyczną przyjemność. Dzisiaj okazuje się, że ta istotnie piękna forma ruchu to coś o wiele większego – głęboka i nieoczywista forma wewnętrznej refleksji, w której w niezwykły sposób uczestniczyć może także umysł widza.
Między innymi o tym opowie Tomasz Ciesielski, performer, tancerz, badacz teatru, autor publikacji 
Taneczny umysł
Teatr ruchu i tańca w perspektywie neurokognitywistycznej

Więcej na www.ksiegarnia.uni.lodz.pl
oraz na profilu wydarzenia w portalu Facebook.com


Wszystkie wydarzenia odbywają się w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi
przy ul. Piotrkowskiej 282, w sali B













Łukasz Orzechowski







niedziela, 26 października 2014

Kraków

Zdarza się wykonywać czynności powtarzane.

Kawę, herbatę zdarza się robić co dzień.
Do książki/filmu wracać.
Zakochiwać się po raz wtóry i co dzień w tej samej osobie.

Zdarza się wreszcie jeździć w te same miejsca, od lat.

Od kilku lat jesiennie podróżuję. Podróżuję tradycyjnie na targi książki, m.in. do Krakowa.
Kraków powtarzalnie jest wyjątkowy. Nawet jesienny, nieco zachmurzony, płaczliwy, chłodnawy – przyciąga.

Od lat odbywają się tu Targi Książki. To już pełnoletnia impreza – w tym roku dzieje się po raz 18.
A po raz pierwszy ze statusem międzynarodowym.
Odbywa się w nowym miejscu, w nowej hali, ulokowanej pomiędzy elektrociepłownią a pustostanem. Zwłaszcza, przy zachmurzonym niebie, sprawia to przygnębiające wrażenie. A odległość od czegokolwiek cywilizacyjnego to zgrzyt.

Nowohucki krajobraz. 

Choć przynajmniej - oswojony - przez około 60 tys. miłośników książek, którzy przeszli przez teren Targów.


***

Wyjazd tu to dla mnie miła odskocznia. Inna przestrzeń. Znajome twarze. Mnogość wszystkiego i wszystkich. Szczęśliwie lub nie – jednak do ogarnięcia.

Kraków działa inspirująco.
Jest tu czas na wyciszenie. I czas na zachwyt.
A podczas Targów Książki tutejszych znajdzie się także czas na dyskusję - wokół książki.

Taki też krakowski - jest ten tekst.

***

Moje Wydawnictwo na tle innych targowych to maleństwo. 6 metrów powierzchni. Niewiele ponad sto tytułów. Niskonakładowych. Naukowych. Jednak w grupie raźniej. A grupa spora.
Wśród masy wydawnictw nie brakuje tych naukowych – uczelnianych. Z misją.
Kaganek oświaty i te sprawy.

Nie kaganiec (zasłyszane z autobusu - kaganiec oświaty. Może chodziło o cenzurę?)

Wydawnictwa te trzymają się razem.

Wspólnie walczymy. Negocjujemy nasze sprawy. Załatwiamy. Sympatycznie i z życzliwością.
Lubię to.

W tle różnych zdarzeń są i debaty. Dyskusje.
Na jednej z ich dowiedziałem się, że wg badań raptem
20% klientów księgarń wie, czego chce. 

Wie, po co przychodzi. Cała reszta – działa impulsywnie.
A impuls wiadomo – kolor, hałas, krzyk z witryny. Promocja.

Seks Jaruzuelskiego i jego kochanki – najlepiej w  promocyjnej cenie z podtytułem, – nieopublikowane zapiski dziennika skromnej komunistki – lub – jeszcze lepiej – opozycjonistki – to byłby tytuł. Byłby temat. Impuls.

Moimi tytułami trzeba walczyć jednak inaczej.
Na tej samej debacie dowiedziałem się, by księgarze (jeśli chcą funkcjonować) przenosili swoją działalność handlową i kulturotwórczą do centrów handlowych. Dla pojedynczych podmiotów gospodarczych pomysł nierealny. Dla sieciówek - jak pokazuje praktyka – całkiem trafny.

Czy zatem stanie się w końcu nierealne księgarstwo tradycyjne. Księgarstwo po prostu?

***

W tle tych debat krąży temat tzw. ustawy francuskiej,
regulującej ceny książek.

Wszędzie miałaby kosztować tyle samo, za wyjątkiem kilku, ścisłe określonych sytuacji (np. na targach klient miałby okazję nabyć książkę z 15% rabatem). Cel – ochrona niesieciowych księgarń oraz zwiększenie poziomu czytelnictwa.

Potencjalny czytelnik miałby być wabiony poziomem merytorycznym pracowników księgarni, jej ofertą, klimatem, nie zaś ceną.

Pomysł tyleż, co dobry w teorii, w praktyce – niepraktyczny. Bo okaże się, że owszem – w sieciówie czy w księgarni niewielkiej tytuł x będzie kosztował tyle samo. Ale w tej pierwszej klient kupując książkę otrzymać może rabat na płytę CD, jakiś miły gadżet, zniżkę lojalnościową na kolejne zakupy.

Będzie to możliwe, bo to cena detaliczna ma być równa, nie zaś hurtowa – w praktyce w nowych warunkach – decydująca w dużym stopniu o przewadze konkurencyjnej mocniejszych podmiotów.

Odnoszę wrażenie, że proponowane rozwiązania niewiele pomogą małym księgarzom.
A może i czytelnikom zaszkodzą.

To wspomniane 20% osób, które przychodzą do księgarń wiedząc, czego chce – być może to odsetek tych, którzy mogą pozwolić sobie na planowy zakup książki? Pozostała zaś cześć – może rozeznaje aktualne promocje? I pod wpływem ceny – rzeczywiście działa impulsywnie.

Nie wiem, czy tak jest. Nie znam też metodologii badania. Niemniej – nie jest powiedziane, że sztywne ceny książek, zwłaszcza, jeśli te będą wysoko kalkulowane, zniechęcą czytelników.

***

Nieduży wydawcy akademiccy działają wspólnie.

Księgarze – z pewnością też przyjmują wspólny front, choć nie wiem, jak bardzo skutecznie i konsekwentnie realizują swoją politykę.
Powinni naciskać, by nazywać rzeczy po imieniu. Ściśle określić, czym jest księgarnia. Tj. pozostawić tam wyłącznie książki. Oferować rzetelną wiedzę pracowników. Pasję załogi. Kulturotwórczą funkcję spełniać.  Wówczas może ustawa o jednolitej cenie książki może miała by sens i spełniłaby pokładane w niej nadzieje?











Łukasz Orzechowski















czwartek, 21 sierpnia 2014

Rokiś

Bywam sentymentalny. 
Wracam czasem myślami do neonu z Centralu w Łodzi. 
Nieraz dźwięki przywołują wspomnienia. Mam i swój nowy rok. 
A - i swoją książkę z dzieciństwa. 

Korzystając z urlopowego czasu wziąłem się za wszelkie sprawunki, które na co dzień zdarza się mi zaniedbywać. Przetrzepałem m.in biblioteczkę, przeczyściłem kurze, zaniepokoiłem roztocza, dotarłem do najstarszych książek.

Okazało się, że wśród nich był diabełek.

Diabełek Rokita

Rokiś jest postacią skrupulatnie opisaną przez Joannę Papuzińską - autorkę wielu wydawnictw dla dzieci. Ta "bestia" z ludowych podań zagościła u niej w wyobraźni, z wyobraźni wskoczyła do pióra, a z pióra - dalej - na papier hop.

Efektem tego stały się książeczki opisujące przygody, sympatycznego, choć - bądź co bądź - diabełka.

I znając jego usposobienie - jestem niemalże na 100% pewien, że proces twórczy wyglądał tak, jak go wyżej opisałem - Rokiś hasał.

W mojej biblioteczce uchowało się wydanie z 1988 r. pod wdzięcznym tytułem:

Rokiś. A gdzie ja się, biedniuteński, podzieję.


To książka, którą czytała mi moja Mama. Pamiętam, że domagałem się tego zawzięcie.
Później czytałem ją już i sam. 

Po latach z przyjemnością przekartkowałem Rokisia. Byłem ciekawy, co mnie w nim mogło za dzieciaka zachęcać. Bo szczerze przyznam - przygód sympatycznego diabełka nie pamiętałem.

W pierwszej chwili zaskoczony byłem ascetyczną formą książki. Żadnych  prawie obrazków. Nic szczególnego. 

Tylko wyobraźnia. I aż wyobraźnia.

Oczywiście, na kartkowaniu się nie skończyło. I tak oto, w dwa wieczory, przeczytałem przygody poczciwca z dzieciństwa. 

Na początku padłem śmiechem. Pierwszy rozdział nosi tytuł

Dziwne skutki budowy autostrad, 
czyli o tym, jak tata siedział na wierzbie

Przypomnę, że mamy rok 1988 r. Zaś tytuł, (przynajmniej jego część pierwsza) przez lata mógł być pigułą absurdu lub żartem towarzyskim. 
Co lepsze - w obecnych realiach - on ciągle może tym być.

Słowo wyjaśnienia - Rokiś zamieszkiwał wierzby, co przy drodze rosły. Wierzby te, z uwagi na budowę autostrad, wycinane były. Biedak - nie miał, gdzie się podziać. Spotkał wymienionego tatę, któremu skrył się w teczce. I tak Rokita trafił do miasta, gdzie poznawał uroku ludzkiego życia z Kaśką, która - zdaje się - momentami opowiada nam historię.

Przygody Rokity i bawią, i śmieszą.

Jednak - nie są naiwne. Czytelnik traktowany jest poważnie. Nie ma tu banalnych, przesłodzonych treści. Są opowieści z pogranicza rzeczywistości i innego świata. 
Wszystkie jednak sprowadzają się dobra.
Do sprawiedliwości, którą to sprawiedliwość i figlarz Rokita rozumie. Mimo przekorności,  akceptuje i propaguje. Mimo, że to diabeł. 

Wśród przygód rokisiowych nie brakuje odniesień do przywar ludzkich. Nałogów. Czy do takich powtarzalnych charakterów, co czasem bawią lub złoszczą albo inspirują - co zawsze, w każdych czasach - są. Nie brakuje i odniesień do historii oraz, co oczywiste, do magii. Wszystko podane z wspomnianym humorem, jakby przez świetnego kumpla z dzieciństwa. Takiego, co na trzepak łaził i do sadu skakał. 

Bo Rokiś - kumpelski się wydaje. Nie moralizuje. I on nie jest przesadnie moralizowany. Ma coś w sobie takiego, co sprawia, że każdy dzieciak chciałby go właśnie za kumpla mieć. I pewnie przez to tak trafiał w gusta dzieciaków. On i jego przygody. Wbrew diabelskim pozorom - wiele ucząc.

Ciekawe, czy dziś działa podobnie?

Książka wpadła mi w ręce przypadkiem, dzięki czemu odświeżyłem sobie chwile, mniej więcej sprzed ćwierćwiecza. Przedziwne z jednej strony uczucie. 

***

Zupełnie niedawno miałem okazję spotkać panią Joannę Papuzińską. Szkoda, że nie skojarzyłem jej od ręki z Rokisiem. Może będzie jeszcze okazja? 
Wówczas i podziękuję. 
A myślę też, że uśmiejemy się także z przedziwnych skutków budowy autostrad - występujących  zarówno wtedy, jak i dziś. 
















Łukasz Orzechowski 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...