W swoim czasie na Ukrainie bywałem regularnie. Wyprawy w
czasie studiów miały ten urok, że rzucając wszystko tak naprawdę nie rzucało
się wiele. No bo cóż mógł ryzykować student, co pozastawiał za sobą? Z tego powodu
dość spontanicznie można było jechać. I zawsze ciut później, niż się planowało wrócić.
Taki komfort sprzyja. Sprzyja poznaniu.
Z Łodzi do Lwowa jedzie się długo, choć po poznaniu kilku
patentów jest to chociaż podróż nie tylko interesująca, co przede wszystkim –
nietypowa. Daje przedsmak. Przedsmak Wschodu.
Pierwszy raz na Ukrainie byłem chyba w 2008 roku. Z pięknego
Lwowa pojechałem z przyjacielem na Krym. Zabraliśmy z sobą Stepy Akermańskie, by odczytać
je w dogodnym miejscu.
Tam okazało się, że powinniśmy raczej zabrać podręcznik do nauczania
treści z zakresu układania i zagęszczania mieszanki betonowej, ze szczególnym uwzględnieniem
pielęgnacji starego betonu. Krym okazał się być nim pokryty w niewyobrażalnej
ilości. Przypuszczam, że w dawnych czasach w związku sowieckim musiał istnieć medal
wylewacza betonu.
W każdym razie byliśmy bardzo naiwni.
Z czasem przyszło i poznanie. A przede wszystkim –
zrozumienie. Zrozumienie tego, że nasze pojęcia, postrzeganie, nie mają
zastosowania u wschodnich sąsiadów. Te subtelności, zarówno dnia codziennego,
jak i w języku wielkiej polityki sprawiają, że znaczenia takie, jak demokracja,
szaleństwo, miłość, czy brawura, u tak bliskich sobie narodów, niepozornie się
różnią.
Od końca listopada na Majdanie w Kijowie trwają protesty.
Tuż po aresztowaniu Julii Tymoszenko miałem okazję być w Kijowie. Przed aresztem,
gdzie ją przetrzymywano, naprzeciw siebie stały dwie manifestacje, jedna za,
druga przeciw pięknej Julii. Na zmianę skandowały hasła, były piosenki, a i
pokrzykiwania się zdarzały. Jak się okazało, uczestnicy obu zgromadzeń byli
opłacani. Czy wszyscy, nie wiem. Wszystko przebiegało spokojnie. Jednak na
wypadek, jakby coś poszło nie tak, przecznicę dalej sznur suk milicyjnych stał
i nadzorował sytuację.
i nadzorował sytuację.
Ukraińska demokracja.
Moje skojarzenia, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w TV Majdan
ludzi, były oczywiste. Określone środowiska są w stanie zapłacić za określone postawy.
Żywioł jednak się rozlał. Ktoś nad tym panuje? Czego oczekuje?
Przy uzależnieniu gospodarczym naszego wschodniego sąsiada
od jeszcze większego ich sąsiada nie ma mowy o stowarzyszeniu Ukrainy z UE. Moskwa
wspaniałomyślnie zakupiła ukraińskie obligacje. Obniżyła ceny gazu. Uzależniła tym
samym Kijów od siebie. Między słowami ośmieszyła niekonkretną Unię. Na swój
sposób upomniała i Janukowycza.
Można powiedzieć, że decydenci europejscy przystępując do
rozmów z Kijowem wyposażyli się w zestawy Stepów Akermańskich. Negocjacje z
pominięciem czynnika rosyjskiego były co najmniej naiwne. Podobne, jak postrzeganie
samej Ukrainy i stosowanie do niej europejskich pojęć. To co najmniej dwa kraje
- wschodnia i zachodnia Ukraina. Kraje, gdzie rządzą oligarchowie. Gdzie wciąż
są żywe tendencje nacjonalistyczne, także wśród opozycji. I, jeśli się nad tym
dobrze zastanowić, kraje, w których nie wiadomo, kogo popierać.
Czy obecnie mamy do czynienia z ciszą przed burzą? Nie
bardzo. Już raczej z daleka pobrzmiewa burza kijowska. Unia się wycofała. Rosja
ugłaskała sytuację. Janukowicz bierze na przeczekanie naród. Ten pod „Majdanem”
zaczyna słabnąć. Wciąż protestuje. Organizuje się. Ale w imię czego? Cisza.
Sytuacją, w której ta cisza zwiastuje jednak burzę, to ta, w której Ukraina się dzieli, zaś ukraińskie idee wolnościowe wylewają się na Rosję. Kto na to pozwoli? Kto by skorzystał?
Pomnik Matki Ojczyzny, Ukraina, Kijów |
0 komentarze :
Prześlij komentarz