poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świnta, świnta i po…

Ostatni weekend przed Świętami, to jakby 6. i 7. dzień pracy.
Ciężki weekend. W domach się pokrzykuje. Nerwowo pogania. Niektórzy nieco wydrą się nawet.

Nie wszędzie tak jest, u niektórych karp w drzwiach stanie i zapuka, do łazienki wskoczy, jeśli nie uświadczy wanny, to chociaż pod prysznic wejdzie. Sympatycznie.

Tak się złożyło, ze nigdy karpia nie jadłem. Może któryś przybije mi za to płetwę.

Tak się też złożyło, że większość moich Świat była kameralnymi wydarzeniami. Rodzina niewielka, ledwo kilka osób. I bajkowo nie było. Tzn., zwyczajnie. Bez magii, czy fajerwerków. Czy specjalnej wiary.

Dziś z różnych powodów wigilię spędzam w jeszcze mniejszym gronie. Pyta się mnie, czy chce mi się szykować, gotować, sprzątać, itp… Dla dwóch, trzech osób.

Chce się. Kiedyś byłem sceptyczny wobec świąt. Święta, święta i po świętach. Sporo roboty i nerwówka. Nic fajnego.

Dziś patrzę inaczej. Mojej Mamie na świętach zależy. Kiedyś żadnych Świąt nie miała. Więc obecnie ma z nich radość, jak są. Mój sceptycyzm byłby co najmniej nie na miejscu, po ludzku byłby sukinsynstwem. 

I tak na tle nerwówki przedświątecznej myślę sobie, że może powinno się doceniać to, że te Święta w ogóle jakieś się ma? Nauczyła mnie tego swoją postawą.  Z perspektywy zawstydza mnie moja złość, czy zniechęcenie. Czy nerwy nad garem. A zdarzało się…

Za moment Święta. Może tak szybko nie skwituje się ich, że już po…


Przedświątecznie polecam:






Świnta, świnta i po…








0 komentarze :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...