Za dwa tygodnie rok się skończy. Dwa tygodnie i dwa dni. Sam nie wiem, kiedy te dwanaście miesięcy przemknęło.
Pracowity to był rok. Mnóstwo spotkań autorskich. Ciekawych osobowości. Roboty. I inspiracji. Teraz – czas na relaks. Relaks – np. przy filmie czeskim. Czy książce.
Czeskie kino już z racji tego, że jest czeskie, wywołuje uśmiech. Budzi dobre skojarzenia. Pokazuje dystans. Albo po prostu - nie pokazuje więcej, niż pokazać należy. Czy można.
W listopadzie 2013 r. organizowałem w Muzeum Kinematografii w Łodzi spotkanie promocyjne z prof. Eweliną Nurczyńską-Fidelską oraz z dr Ewą Ciszewską, redaktorkami książki Hrabal i inni. Adaptacje czeskie literatury.
Nie mogłem się oprzeć wówczas wrażeniu, że coś każe mi się uśmiechać. I wierzyć, że spotkanie wyjdzie. I wyszło.
Panie przybliżyły zgromadzonym zarówno samą książkę, omówione w niej filmy, jak i oczywiście literaturę i kinematografię czeską. Szczęśliwie nie było jak w przysłowiowym czeskim filmie – w bardzo jasny i klarowny sposób opowiedziały o specyfice postrzegania świata przez naszych południowych sąsiadów.
Po wszystkim obejrzeliśmy w Muzeum Postrzyżyny Jiriego Menzla. Dziś zaś ponownie do nich wróciłem, tym razem do pierwowzoru.
Hrabal zapewnił mi miłą niedzielę.
Teraz czas na innych.

0 komentarze :
Prześlij komentarz