W tym roku rozpoczęliśmy w Łodzi szumnie remont trasy W-Z.
Remont, jakiego u nas jeszcze nie było. Który ma zmienić wszystko. Coś
musi zniknąć, by pojawiło się coś.
Jestem sentymentalny. Tego typu sytuacje, jak
coś przestaje istnieć, każą mi bzdurnie zamyślać się. I pewnie naszej WuZetce
bym to darował, za wiele bym o niej nie myślał, gdyby nie dziś zasłyszany Jean MichelJarre – jego Oxygene - część 4. I, w sumie, nie o samą WuZetkę tu chodzi…
a o Dom Handlowy Central.
Central powstał bodajże w 1972 r. I funkcjonuje do dziś. Ponoć
zawsze świetnie zaopatrzony. Nie mam prawa tego pamiętać, choć mam
pościel z Centralu, z charakterystyczną metką-etykietą (nota
bene – moja Mama kupiła ją za pieniądze przeznaczone wówczas na mebelki. Po
krachu z mebelków nici, starczyło ledwo na pościel. Zubożenie w pięć minut).
Pościel wciąż przyzwoita.
Naprzeciwko Centralu był i jest przystanek autobusowy. Kiedyś
wyczekiwało się tam na linię pośpieszną „F”, której dziś też już nie ma. Pamiętam
te wyczekiwania, pilnowany przez Mamę w ruchliwym centrum miasta.
W tle z głośników umieszczonych na Centralu prawie zawsze
płynął Jean Michel Jarre i jego Oxygene.
Było w tych dźwiękach coś przejmującego. Coś, co dobrze pamiętam. Nie dawało
spokoju. I do dziś nie daje.
Na tej samej ścianie, na której wisiały głośniki, był neon.
Wówczas jeszcze działający. Neonowa para. Ona i on. Chyba niebieskawa. Może kolorowa? Podobnych
neonów w Łodzi była cała masa.
Dziś na Centralu pary brak. W innych miejscach także z dawnych
czasów już nic nie świeci. Pozostał tylko Jean Michel Jarre. Prawdziwych neonów już nie ma.

0 komentarze :
Prześlij komentarz