środa, 1 października 2014

Niepokojąca współczesność

Pod koniec wakacji miałem okazję obejrzeć Odyseję kosmiczną 2001, po raz pierwszy na srebrnym ekranie. O tym, że jest to zjawisko, przekonywać nie trzeba. To jeden z tych obrazów. Po prostu tych.

Część pierwsza filmu poświęcona jest początkom ludzkości. Widzimy człekokształtne istoty zajadle walczące między sobą, o siebie. Istoty prymitywne i bojaźliwe, lękające się przyrody, dzikich zwierząt, śmierci; pełne troski o potomstwo, o swoich.
Po ludzku -  są nam bliskie


Przełom rozwojowy nadchodzi wraz pojawieniem się monolitu -  wczesnej ludzkości objawia się prostopadłościan, ciemny, grafitowy, matematycznie doskonały, ponadczasowy, spójny z tym, co tam na górze, choć znajduje się tu - na ziemi.
Po zetknięciu się z tym cudem następuje przemiana. Jeden z przedstawicieli praczłowieka odkrywa pierwsze prymitywne narzędzie - uczy posługiwać się kością. Rozłupuje nią inne kości. Używa przy polowaniu. Używa w  w walce.

Kolejne epizody pokazują już zupełnie inne miejsce człowieka.

Tym razem jest jest on świadomym zdobywcą kosmosu. Technologicznie przekracza granice. Bada i zdobywa nieskończone światy.

Na księżycu odnajduje przypadkiem monolit. Taki sam, który przemienił praczłowieka. Podobnie, jak przed tysiącami lat, obiekt budzi  zdumienie i jest zupełnie niezrozumiały. Zachowanie i podekscytowanie ludzi niewiele odbiegają od reakcji ich protoplastów.

Monolit wysyła sygnał ciągły w stronę Saturna, za którym podążają ludzie - wyrusza międzyplanetarna wyprawa. Podczas niej człowiek staje poniekąd twarzą w twarz z samym sobą. Konfrontuje się z superkomputerem, który kieruje misją. Hal 9000 to doskonalsze wcielenie ludzkości. Obdarzony jest sztuczną inteligencją, indywidualną osobowością, poczuciem jestestwa.

I mimo wszystko popełnia błąd. Popada w obłęd, wariuje. Zabija ludzi.

Później okazuje się, że oszalał, ponieważ nakazano mu kłamać. A tego nie potrafił. Nie rozumiał. W końcu sam zginął, został unicestwiony przez jedyną ocalałą z załogi osobę, Davida Bowmana, kapitana statku. Doleciał on do celu podróży i pod wpływem obcej siły stał się zalążkiem czegoś doskonalszego, co w kolejnej części - Odysei 2010 (reż. P. Hyams) 
uratowało ludzkość przed zimnowojenną zagładą.

Jest w tej historii coś niepokojącego.

***

Oglądając film odnosi się wrażenie, że wszystko jest nierealne. 

Przeszłość jest tak zamierzchła, że prawie poza czasem, zaś przyszłość tak doskonała, że aż nadto odległa, by znając realia współczesności  przyjąć ją za swoją, spodziewaną.

W tych dwóch różnych światach człowiek chce żyć.
Chce zdobywać nowe światy. Dla praczłowieka novum była przestrzeń, woda, ląd. Później - wyzwaniem stał się wszechświat cały. Jeden i drugi człowiek - lękają się śmierci. Tak samo, obaj troszczą się o najbliższych. O swoich kochanych.

Obojgu brakuje pokory - ten pierwszy z podniesiona głową ruszy na podbój plemienia obok, ten drugi wcieli się w twórcę sztuczniej inteligencji naśladującej rozumowanie człowieka.
Wreszcie - ci sami ludzie walczą. Między sobą. Praczłowiek zatłucze swojego pobratymca. 
Człowiek Odysei spiskując - pośrednio też zabije. 

W tych nierealnych światach Kubrick realnie naszkicował naturę człowieka. 

Naturę niezmienną. Nie ulega ona ewolucji od prymitywnej formy, ani pod wpływem intelektualnego rozwoju, ani wskutek działania postępu. Co najwyżej czynniki te dodają jej tylko stosowny i powierzchowny szlif. 

*** 
Nie raz wspominałem, że historia nie jest nauczycielką życia, że mimo wszelkich analogii nie jest i powtarzalna. Zawsze są różne konteksty nadające nowy sens podobnym wydarzeniom, procesom, pozwalające im istnieć i funkcjonować w kolejnych nowych odsłonach. Czasem jest to wtórne dobro, częściej jednak - jakby zło. Bardzo chciałbym, by tak nie było.

Tymczasem jednak współczesność mnie niepokoi, jak nigdy.

Jakby coś wisiało w powietrzu. Jakby coś wydarzyć się miało. Niepokoi mnie wojna na Ukrainie.  Niepokoi mnie Islam. Niepokoi mnie wirus eboli. Potencjalna jego inwazja terrorystyczna na świat. Niepokoi mnie Internet i jego moce. Niepokoją mnie ludzie.

Najbardziej niepokoi mnie to, że zawodzi wiara. 

Wiara w postęp. W rozwój, który miałby moc zmienić ludzkość. Zaprowadzić do pokoju. Wyzbyć z niej najbrutalniejsze instynkty, które czasem kryją się za wyrachowaniem. 

Niepokoi to, że wydaje się, że Kubrick szczególnie w tym aspekcie się nie pomylił - że człowiek nigdy się nie zmieni, niezależnie, czy jest u początku swojej drogi dziejowej, czy też już na bardzo zaawansowanym jej etapie. 

W Odysei 2010 ratunek i opamiętanie ludzkości przyniosła dopiero obca siła. 



Niepokojąca współczesność







Łukasz Orzechowski

0 komentarze :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...