niedziela, 20 kwietnia 2014

Nowy rok

Nowy rok przypada dla mnie na wiosnę. Wówczas czuję, że coś minęło.
Że coś się zmieniło.
Dla mnie to bardziej pierwotne niż sylwestrowe obchody.

Co rok, o tej samej mniej więcej porze – wczesną wiosną - rozkłada się w okolicy wesołe miasteczko. Kilka maszyn – zabawek; z trzy pojazdy techniczne, tak stare, że niemalże wydają się pochodzić z innej epoki. Jeden z nich to przerobiony autobus marki jelcz, tego samego typu, co kiedyś, dawniej po Łodzi na nocnych liniach jeździł. A wcześniej i na dziennych też.

Pamiętam, jeszcze dwa lata temu karuzelę uświetniały lampy jarzeniowe. Sino-białe, ulokowane na podporach konstrukcji. Chyba z pięć ich było wokół. Na innych obiektach świeciło coś kolorowego. Pojedyncze żarówki.

Te światła na starych maszynach sprawiały po zmroku, że wszystko wyglądało niezwykle klimatycznie. Scenaria jak ze starszych filmów, w których nieprzypadkowo jest wesołe miasteczko, wokół którego wiele się dzieje. Obraz stawał się magiczny, mimo że tak naprawdę nic szczególnego tam nie bywało. Ani nie bywa.

Nie raz chciałem je obfotografować. Zwłaszcza po zmroku. W podstawówce zabrakło jednak aparatu. W liceum chęci. Później zapału. A powoli, zabraknie pewnie i maszyn.

To wesołe miasteczko to nic wielkiego. Po prostu pamiętam je od lat. No i zazwyczaj pojawia się, gdy przychodzi mój nowy rok.

Mój nowy rok to czasem i Wielkanoc.
Z Wielkanocą bywało różnie. Był i czas nudy, i zabawy. Ogniska i odpoczynku.
Teraz jest chyba czas refleksji i myśli.

Nigdy nie potrafiłem się cieszyć chrześcijanką radością, jaką te święta niosą, choć radość jest treścią tych dni. Czy do radości one zmierzają. Idea Wielkanocy wydaje się oczywista. To też dla mnie jednak najbardziej skomplikowane ze świąt, dokładnie tak samo skomplikowane, jak fundamenty chrześcijaństwa. Bo pojąć to wszystko i przyjąć na wiarę ten głęboki sens jest bardzo trudno. Cierpienie, ofiara, zbawienie. Raz na zawsze za wszystkich. Może nie o pojmowanie się tu rozchodzi. Bardziej pewnie o wielką wiarę.

Od kilku lat w tym okresie lub poprzedzającym oglądam z jeden, dwa, może więcej odcinków Dekalogu. Nigdy nie pamiętam później dokładnie tych filmów. Nie opowiem po dłuższym czasie fabuły ze szczegółami. Zresztą, szczegóły w tych obrazach są nieprzypadkowe. Zmieniają wszystko. Niosą wielką siłę, ładunek emocjonalny, wyjaśniają wiele. Lub zamykają myśl. Z nimi jest trochę jak z wiarą. Trzeba umieć patrzeć. Część jest oczywistych. Część do uchwycenia po latach. Często, to zwykłe słowa. Jak krótkie "tak, wiem" Aleksandra Bardiniego na koniec Dekalogu drugiego. Dwa słowa.

Wielkanoc minie. I miasteczko odjedzie. Dla mnie pozostanie jednak nowy rok. Może inny, niż wszystkie. Może z wielką mocą.




Nowy rok





 







Łukasz Orzechowski 




0 komentarze :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...