Zawsze wzrusza mnie wysiłek wszelkich
służb, które mają to szczęście w nieszczęściu znaleźć się
w absurdalnej sytuacji i w tejże absurdalnej sytuacji interweniować.
Kiedyś widziałem dwa radiowozy straży
miejskiej ustawione groźnie czołem do przystanku autobusowego.
Okazało się, że dwie, jak na moje oko gimnazjalistki, paliły
sobie tam beztrosko papieroska. A że tego nie wolno robić, to ktoś
zawezwał SM, ta się pojawiła, myślę, że w takiej obstawie przez
przypadek. W każdym razie 4 (czterech) dzielnych strażników
czyniło swoje czynności operacyjne w asyście groźnych służbowych Fiatów dwóch.
Czytałem niedawno na łódzkiej wyborczej artykuł o chłopaku, który drapnął z kolektury lotto
zdrapki. Pech chciał, że rzucił się w oczy oddziałowi prewencji
policji. Sprawcę panowie szybko ujęli. Z pewnością prewencyjnie podziała to na
innych zdrapkożerców. Pewnie dlatego, by tak się stało, wyborcza poświęciła temu
wydarzeniu artykuł w wydaniu internetowym lokalnym. Pro publico
bono.
Myślę, że w obu przypadkach
funkcjonariusze czuli się jakoś dziwnie, środki użyte względem
zdarzenia, nawet, jeśli niespecjalnie tak wyszło, to wywołują
uśmiech na twarzy.
W swoim czasie miałem przyjemność
brać udział w takim absurdzie.
Wybrałem się z paczką na wycieczkę
rowerową, do łódzkich Łagiewnik. Taki park-las. Kiedy już
wracaliśmy do domu, nieopacznie wywaliłem się jak długi.
Zjeżdżając w lesie po kocich łbach
straciłem panowanie nad rowerem, co skończyło się efektownym
przewrotem przez kierownicę z lądowaniem bez telemarku, na pysk i
całą resztę do niego przylegających części ciała.
Utrzymywałem, że nic mi nie jest. Spuchnięta dłoń, obita głowa,
poharatanie nie wskazywały w moim odczuciu na większy uszczerbek na
zdrowiu.
Ruszyliśmy do Łodzi, już
samochodami. Rowery sprytnie spakowaliśmy. Tam jednak zawezwaliśmy
karetkę, co by mnie zobaczyła i oceniła moją jasność umysłu.
I tu się zaczęło. Mimo skorzystania
z nr 112 i precyzyjnego wyjaśnienia sprawy doczekaliśmy się
radiowozu policji. Dopiero ci zorganizowali ambulans. W międzyczasie
zdążyłem dmuchnąć w alkomat i złożyć zeznania na miejscu. W
końcu przyjechała karetka, która mnie jednak zabrała.
Wydawać by się mogło, że to
zasadniczo koniec. Że na izbie przyjęć nastąpi ostukanie,
wyświetlenie i wysłuchanie, i cześć.
Nic bardziej mylnego. Jako, że panowie
policjanci już się pojawili, to musieli dopełnić czynności
służbowych. I to wszystkich czynności. Zupełne nieważny był
fakt, że gdzieś w Łodzi może na poważnie są potrzebni. Na
poważnie, to wzięli moją kraksę.
W czasie, jak mnie badano na izbie
przyjęć, to panowie policjanci pojechali do Łagiewnik.
Tam kazali wyładować z bagażnika
rower. Robili zdjęcia na miejscu zdarzenia. Mierzyli odległości. Dzwonili do bazy, by ustalić, jaki
status miała droga leśna (tak, te kocie łby), po których się
poruszałem. Szukali poszlak.
Profesjonalny full serwis i profesjonalna obsługa wywrotki rowerowej w lesie.
W międzyczasie dzwonili na izbę przyjęć. Lekarz zrobił wielkie oczy, zapytał tylko, po co żeśmy ich wzywali oraz wyjaśnił, że toczy się tam, w lesie, sąd nade mną.
Profesjonalny full serwis i profesjonalna obsługa wywrotki rowerowej w lesie.
W międzyczasie dzwonili na izbę przyjęć. Lekarz zrobił wielkie oczy, zapytał tylko, po co żeśmy ich wzywali oraz wyjaśnił, że toczy się tam, w lesie, sąd nade mną.
Jakieś wnioski? Efekty? Ustalenia?
A i owszem. Panowie chcieli dać mi
mandat za niedostosowanie prędkości do warunków jazdy.
Czując absurd sytuacji zażartowali
sobie, jak mniemam, że zostanę ukarany jeszcze za niezachowanie
dostatecznych środków ostrożności przy organizowaniu imprezy
masowej.
Łukasz Orzechowski

dobre sobie;)uśmiałam sie szczerze
OdpowiedzUsuń