Sporo się dzieje ostatnio.
Wszystko płynie. Nawet pędzi. Moment temu zaczął się mój nowy rok, teraz – zza rogu kłania się czerwiec. A grafik spotkań najbliższych ciasny.
W ostatni czwartek odbyło się spotkanie z Jonathanem Locke Hartem w Domu Literatury w Łodzi. To też już za mną. Kolejne przede mną.
J. L. Hart jest kanadyjskim poetą. Nie wiem jeszcze, czy jego twórczość stanie się moją ulubioną. Nie wiem. Za wcześnie, by to osądzać. Póki co przyjmuję. Myślę. Rozmyślam.
Dotychczasowe spotkania, które organizowałem, miały swój rytm, raczej sztywny i powtarzalny. Uczyły. Dawały do myślenia. Inspirowały. Wieczór z Hartem także tak działał. Ponadto miał swój tembr. I poetycko wstrzymywał.
Poezja operuje innym językiem, w innym świecie. Nie spieszy się. Ma mnóstwo znaczeń. I każde prawdziwe. I inny czas. Poczucie czasu.
Dziś deficytowym towarem jest czas.
Czasu się nie ma. Czas to pieniądz.
Czas posprzątać. Czas ucieka.
Czas najwyższy. Czas umierać.
To tak w skrócie.
Deficyt czasu podle odbija się niemalże na każdym aspekcie. Tym bardziej on wzrasta, tym bardziej też ten czas ucieka. Aż wreszcie - ma się poczucie deficytu wszystkiego.
W końcu i życia.
W czwartkowy wieczór spoglądając na poetę, wsłuchując się w dyskusję, przeglądając jego wybór poezji pozwoliłem się właśnie zatrzymać. I mimo że nie wiem, czy to mi się podoba, czy to moja poezja, to przypomniałem sobie, że można inaczej.
Inaczej odmierzać czas.
Tempus fugit
Łukasz Orzechowski
Tak.wolniej i spokojniej;)znam ta fotke
OdpowiedzUsuń